|
Zasługi Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela Przekażmy dzieciom prawdę o historii Gdyni Powiernictwo Polskie chce opracowania
strat Gdyni Archiwum Wehrmachtu na wystawie w Gdańsku Hitler dawno stracił obywatelstwo Ojciec
Bronisław Sroka Ojciec
Ludwik Wiśniewski Maciej
Grzywaczewski Aleksander
Hall
|
Serwis Pomorski Kartz historii najnowszej Zasługi
Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela
[24.3.2007] W dniu 25 marca 1977 r. powstał Ruch
Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Ruch ten odegrał istotną rolę w walce o odzyskanie
przez Polskę suwerenności i demokratyczne przemiany. Z okazji 30 rocznicy
powstania ROPCiO prezydent Lech Kaczyński w dniu 23 marca odznaczył ponad 30
założycieli i uczestników tego ruchu. W wydaniu „Rzeczypospolitej” z 24
marca ukazał się specjalny dodatek poświęcony działalności ROPCiO oraz
prezentacji jego twórców i uczestników. Z publikacji tej przytaczamy
charakterystykę sylwetek czterech gdańskich działaczy ruchu obrony praw
człowieka i obywatela. Ojciec
Bronisław Sroka
Rocznik
1936. Jako uczeń gdańskiego liceum zostaje aresztowany przez UB za udział w
konspiracji antykomunistycznej. Skazany w maju 1953 roku na pięć lat
więzienia. Zmuszany do przymusowej pracy w kopalni Kościuszko-Nowa w Jaworznie.
Wstępuje do nowicjatu jezuitów w Kaliszu. W 1968 roku przyjmuje święcenia, a
w latach 1969 - 1974 studiuje na KUL. W tym czasie bierze udział w
konspiracji Ruchu. Aresztowany w lipcu 1970 r., wychodzi na wolność dopiero
31 stycznia 1971 roku. W latach 1974 - 1977 duszpasterz akademicki w Gdańsku.
Opiekun duchowy środowiska gdańskiej prawicy niepodległościowej. W 1977 roku
zostaje sygnatariuszem ROPCiO. Ojciec Ludwik
Wiśniewski
Rocznik
1936. W 1952 roku wstąpił do zakonu dominikanów. Święcenia kapłańskie w 1961
roku. Okres jego pracy w duszpasterstwie akademickim w Gdańsku w latach 1968
- 1972 wpłynął znacząco na formację intelektualną i moralną "grupy
gdańskiej", która weszła w 1977 roku do ROPCiO, a potem stworzyła RMP.
Podobną rolę odegrał ojciec Wiśniewski w duszpasterstwach akademickich w
Lublinie (1972 - 1981) i Wrocławiu (1981 - 1988). Podpisał apel do
społeczeństwa polskiego z 25 marca 1977 roku wystosowany w związku z
powstaniem ROPCiO. Podkreślał wagę wyrzekania się przemocy w walce z systemem
komunistycznym Maciej
Grzywaczewski
Rocznik
1954. W latach 1973 - 1975 student prawa na Uniwersytecie Gdańskim. W
duszpasterstwie akademickim styka się z o. Ludwikiem Wiśniewskim i wchodzi do
grupy dyskusyjnej skupionej wokół Aleksandra Halla. W 1975 roku rozpoczyna
studia w Warszawie na Akademii Teologii Katolickiej. Jest działaczem ROPCiO i
autorem pisma "Bratniak". Od 1979 roku w RMP. W strajku sierpniowym
1980 roku był współtwórcą 21 postulatów i doradcą MKS. W stanie wojennym
ukrywał się, w 1984 roku w związku z chorobą dziecka wyjechał do Francji. Po
1988 roku był producentem telewizyjnym. W latach 2004 - 2006 szefem Programu
1 TVP. Aleksander
Hall
Rocznik
1953. Uczestnik licealnej grupy oporu, która potem związała się z o.
Ludwikiem Wiśniewskim i stała się trzonem tzw. grupy gdańskiej. W latach 1972
- 1977 student historii na Uniwersytecie Gdańskim. Po rozłamie związany z
grupą Leszka Moczulskiego. Od 1979 roku aż do końca lat 80. lider Ruchu
Młodej Polski. W 1982 roku został członkiem władz podziemnej NSZZ
"Solidarność". W latach 1988 - 1989 wiceszef Klubu
"Dziekania". W latach 1989 - 1990 minister ds. kontaktów z partiami
politycznymi. W latach 1991 - 1993 i 1997 - 2001 poseł. Polityk UD, Partii
Konserwatywnej i SKL. Wycofał się z aktywnej polityki Przekażmy dzieciom prawdę o historii
Gdyni
[28.03.2007] Dorota Arciszewska-Mielewczyk, senator
PiS i prezes Powiernictwa Polskiego, chce, aby władze Gdyni sporządziły
raport o stratach wojennych miasta. - Warto to zrobić - przyznaje prezydent
Wojciech Szczurek. W
62. rocznicę wyzwolenia Gdyni spod okupacji niemieckiej senator Arciszewska-Mielewczyk
wystosowała do prezydenta Gdyni apel w tej sprawie. "Szlachetne
dziedzictwo naszych ojców zobowiązuje, nakłada na nas ciężar udokumentowania
i przekazania dzieciom prawdy o historii Gdyni w trudnym okresie II wojny
światowej. (...) Tylko od nas zależy, czy będzie to pokolenie bez sumienia,
czy pokolenie zakotwiczone w wartościach, na jakich budowano nasze miasto:
umiłowanie Ojczyzny, wzorowa sumienność, obowiązki przed prawami" -
napisała w apelu senator Arciszewska-Mielewczyk. - Do dziś nie wiadomo, jakie straty w
wyniku wojny i okupacji niemieckiej poniosła Gdynia i jej mieszkańcy - mówi
Arciszewska-Mielewczyk. - Gdynia była pierwszym miastem, które uległo
niemieckiej agresji. Liczba osób wysiedlonych z miasta przez hitlerowców waha
się między 80 a 110 tysięcy. Nie ma też dokładnych danych, ilu gdynian
zginęło. Prezes Powiernictwa Polskiego
podkreśla, że raport ma służyć celom naukowo-edukacyjnym, ale również jako
argument przeciwko roszczeniom niemieckiego Powiernictwa Pruskiego. - Niemcy
nie mają skrupułów, wysuwają materialne roszczenia, posługując się wyssanymi
z palca danymi. Musimy mieć dowód na przedstawienie im naszego rachunku strat
za zniszczenia spowodowane przez III Rzeszę - stwierdza senator. Prezes Powiernictwa proponuje, aby
raport przygotował zespół złożony z miłośników Gdyni, historyków, pracowników
IPN, radnych i pracowników urzędu miasta. Chce również, żeby został on
przetłumaczony na język niemiecki i przekazany stosownym instytucjom w
Niemczech. - Nie mam nic przeciwko tej
inicjatywie - odpowiada prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. - Takie
opracowanie miałoby swoją wartość historyczną i pewnie jakieś zastosowanie w
bieżącej polityce krajowej i zagranicznej. Na pewno warto się tym zająć, ale
taki raport trzeba opracować w sposób profesjonalny. Z pewnością będzie to
żmudna praca wymagająca szeregu analiz historycznych, ekonomicznych,
społecznych. Decyzje podejmę, jeśli będę wiedział, ile opracowanie będzie
kosztować. - Koszty nie powinny przyćmić idei -
odpowiada senator Arciszewska-Mielewczyk. - Z tego, co wiem, podobne
opracowanie dotyczące Warszawy kosztowało około 300 tysięcy złotych i
przygotowywano je w dwa lata. W Gdyni koszty te będą z pewnością dużo
mniejsze i da się to zrobić szybciej. Raporty opisujące straty materialne
poniesione podczas II wojny światowej sporządziły już władze Warszawy i
Poznania Powiernictwo Polskie chce
opracowania strat Gdyni
29.03.2007 Gdynia ma być trzecim miastem w Polsce po
Warszawie i Poznaniu, które sporządzi raport strat poniesionych podczas II
wojny światowej. Z wnioskiem takim wystąpili wczoraj do jej władz
reprezentanci Powiernictwa Polskiego. - Pomysł oceniam pozytywnie - mówi
Stanisław Szwabski, przewodniczący Rady Miasta Gdyni. Wczoraj minęły 62 lata od wyzwolenia Gdyni spod
okupacji hitlerowskiej Powiernictwo Polskie uważa jednak, że nie
sporządzono dotychczas kompleksowego raportu na temat skutków wojny. - W efekcie do
dziś wśród historyków istnieją rozbieżności odnośnie liczby wysiedlonych z
Gdyni osób, wywiezionych potem do ciężkich prac w Generalnej Guberni, bądź
rozstrzelanych w Piaśnicy - mówi senator Dorota Arciszewska- Mielewczyk,
prezes Powiernictwa Polskiego. - Warto takie dane dla przyszłych pokoleń opracować.
Nie przemawia przez nas chęć wystawienia rachunku Niemcom, raport miałby
służyć głównie celom edukacyjnym. Ale w świetle coraz częstszych niemieckich
roszczeń odszkodowawczych wobec Polski w razie potrzeby mógłby on służyć
także jako materiał dowodowy przed sądem. - Jest
najwyższy czas, aby sporządzić taki dokument, dopóki żyją ostatni naoczni
świadkowie tych dramatycznych wydarzeń - dodaje Paweł Stolarczyk, radny
Gdyni, który w imieniu PP przedstawił wczoraj Radzie Miasta Gdyni pomysł
sporządzenia raportu Opracowanie
dokumentu potrwałoby, zdaniem senator Arciszewskiej-Mielewczyk, co najmniej
rok. Prace zespołu ekspertów, m.in. pracowników Instytutu Pamięci Narodowej,
finansować miałby gdyński samorząd.- Wiedzy nigdy nie jest za wiele -
komentuje pomysł Stanisław Szwabski, przewodniczący gdyńskiej Rady Miasta.-
Choć pewne opracowania na temat strat wojennych i wysiedlonych z Gdyni ludzi
były już wykonywane, ale warto byłoby informacje takie zgromadzić w jednym
raporcie i upowszechnić.W związku z budową niemieckiej bazy Kriegsmarine w
Gdyni podczas II wojny światowej wysiedlono według różnych szacunków od 50,5
do 70 tys. osób. Co najmniej 12 tys. z nich rozstrzelano w Piaśnicy.
Archiwum
Wehrmachtu na wystawie w Gdańsku
[20-23.3 2007] Sensacją
stała się wystawa dokumentów archiwum Wehrmachtu. Zostało ono
odnalezione w Gdańsku i przejęte przez
Towarzystwo Miłośników Gdańska, które
zajmuje się historia i tradycją tego
miasta. Przytaczamy
tu dwie, ciekawe i nawzajem uzupełniające się relacje dziennikarskie o
zawartości tego archiwum: Bartosza Gonka w trójmiejskiej „Gazecie wyborczej z
20 marca i Grażyny Antoniewicz w „Dzienniku Bałtyckim” z 23 marca 2007 r. Odnalezione archiwum Wehrmachtu Tajne dokumenty wywiadu. Wyroki śmierci za dezercję.
Skierowania do Stutthofu za pijaństwo, a także zwykłe donosy. Towarzystwo
Przyjaciół Gdańska ujawniło, że posiada kompletne archiwum kompanii wyborowej
jednej z dywizji Wehrmachtu. Wśród żołnierzy znajdowali się mieszkańcy
Pomorza 4. kompania była częścią 7. zapasowego
batalionu 7. Dywizji Monachijskiej Wehrmachtu. Jednostka, złożona w
początkowej fazie w dużej części z fanatycznych SA-manów, walczyła na pierwszej
linii przez całą II wojnę światową. Najpierw w Polsce, potem we Francji, a od
czerwca 1941 roku do końca wojny - w ZSRR. 7. Monachijska należała do
doborowych jednostek hitlerowskich sił zbrojnych. Mimo ogromnych strat zawsze
była uzupełniana do pełnych stanów. Otrzymywała też najnowszą broń i
wyposażenie. W jej skład, obok najlepszych piechurów i zesłanych tu za
lżejsze przewinienia SS-manów, wchodziły dwa bataliony renegatów - Rosjan i
Francuzów. Ale - nie tylko. Przeglądając listę stanów osobowych, odnajdujemy
także swojsko brzmiące nazwiska - Górczyński, Dąbrowski, Skowronek. Miejsca
zamieszkania: Tczew, Gdańsk, wioski na Kaszubach.Nazwiska młodych Polaków
(większość miała po 16, 17 lat) można znaleźć na niewykonanych wyrokach
śmierci za dezercję. Inne pojawiają się na karnych skierowaniach do
Stutthofu. - W 7. Dywizji Monachijskiej do samego
końca panował iście koszarowy rygor. Jeszcze w ostatnich dwóch dniach wojny
kancelarię kompanii opuszczały rozkazy kontrataków przewidzianych na połowę
maja. Wtedy też Dywizja Monachijska zajmowała pozycje obronne w okolicach
Skowronek na Mierzei Wiślanej. Jej zadaniem było osłaniać ostatnie ewakuowane
stamtąd oddziały. Doborowi piechurzy nie zdążyli stoczyć swojej ostatniej
bitwy. 9 i 10 maja skapitulowali w okolicach Sztutowa - mówi Wojciech Molski,
badający przebieg walk na wybrzeżu w 1945 roku. Przed pójściem do niewoli żołnierze
opiekujący się kancelarią starannie ukryli powierzone im dokumenty. Zrobili
to na tyle skutecznie, że prawie 1000 pożółkłych kartek odnaleziono
przypadkiem zaledwie kilka lat temu. - O istnieniu archiwum wiedzieliśmy od
kilku miesięcy - mówi prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska Piotr Mazurek. -
Po wielu tygodniach negocjacji udało się je nam wykupić od prywatnej osoby.
Teraz dokumenty są fotografowane i tłumaczone. W niedalekiej przyszłości
zostaną wydane w specjalnym opracowaniu. - Odnalezienie czegoś takiego to
prawdziwa sensacja - mówi Izabela Kwiecińska, redaktor naczelna miesięcznika
"Odkrywca". - Coś takiego, zwłaszcza w idealnym stanie, wychodzi na
światło dzienne mniej więcej raz na dekadę. To znalezisko ma poza tym
szczególny wymiar. Jest cenne nie tylko dla historyków wojskowości, ale także
dla badaczy dziejów regionu. Archiwum 7. Monachijskiej Dywizji
Piechoty będzie można oglądać od 23 marca, przez trzy tygodnie, na specjalnej
wystawie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, przy ulicy Warzywniczej
10a. Nieznane
archiwum Wehrmachtu w TPG
Tajne
dokumenty wywiadu. Rozkazy i raporty. Wyroki śmierci za dezercję. Skierowania
do Stutthofu za pijaństwo. Archiwum kompanii wyborowej Wehrmachtu. Wśród
żołnierzy znajdowali się mieszkańcy Pomorza. Archiwum 7.
Batalionu Zapasowego 7. Dywizji Monachijskiej Wehrmachtu, odnalezione w
starych fortach, od dzisiaj zobaczyć można na wystawie w Towarzystwie
Przyjaciół Gdańska. Historia jest
więcej niż sensacyjna. – O istnieniu archiwum wiedzieliśmy od kilku miesięcy.
Istniała obawa, że zostanie rozproszone i wywiezione z kraju. Zainteresowanie
było ogromne. Po wielu tygodniach negocjacji udało się je nam wykupić od
prywatnej osoby. Teraz dokumenty są fotografowane i tłumaczone. Zostaną
wydane w specjalnym opracowaniu – mówi Piotr Mazurek, prezes Towarzystwa
Przyjaciół Gdańska. Jak to się
stało, że archiwum przetrwało? Przed pójściem do niewoli żołnierze opiekujący
się kancelarią ukryli powierzone im dokumenty w forcie. Odnaleziono je
przypadkiem podczas prac budowlanych. Kto? Pozostanie tajemnicą. – Archiwum 4.
Kompanii 7. Polowego Zapasowego Batalionu 7. Dywizji Monachijskiej jest
unikatowe – zapewnia Piotr Mazurek – Wśród prawie 1000 stron dokumentów wiele
poświęconych jest zarówno Polakom i Kaszubom siłą wcielonym do jednostki, jak
i ostatnim miesiącom wojny. W archiwum są listy – stany osobowe jednostki,
pełne nazwisk polskich i polskobrzmiących, nazwiska kaszubskie i innych
narodowości (zależnie od miejsca, gdzie następował przymusowy pobór). Dywizję
Monachijską Wehrmachtu utworzono w 1934 roku. Powstała w 7 okręgu wojskowym w
Monachium. Od samego początku była jednostką elitarną. Na bieżąco uzupełniano
jej stan. Stan osobowy Dywizji Monachijskiej prawie zawsze wynosił
siedemnaście tysięcy ludzi. Wojenny szlak
dywizja rozpoczęła we wrześniu 1939 roku w Polsce. Koniec wojny zastał ją na
Mierzei Wiślanej, Gdańsku i na Helu. Skapitulowała 9 maja 1945 roku. Oprócz
dokumentów, zachowały się elementy wyposażenia biurowego: spinacze, klej,
taśma, linijka, ołówki, atrament marki Pelikan, komplet metalowych stempli,
nieśmiertelniki – wszystko, co świadczy o unikatowości i kompletności zbioru.
Jest nawet srebrny grawerowany kieliszek, należący do jednego z oficerów
Dywizji Monachijskiej, i nożyk do otwierania korespondencji (wykuty z
uszczelniacza pocisku dużego kalibru) – Są tu
rzeczy, które mogłyby stanowić kanwę do niezłego filmu szpiegowskiego –
opowiada prezes Mazurek. – Jest zdjęcie miejsca, gdzie zostały prawdopodobnie
zakopane dokumenty. Kiedy zostało wyjęte z opakowania, wyblakło i stało się
nieczytelne. Przez kilka sekund udało się je nam obejrzeć i sfotografować. – Dokumenty z
chirurgiczną precyzją obnażają prawdę o ostatnim okresie wojny, wcieleniach
przymusowych i tragediach dzieci, które powoływano do wojska, tylko dlatego
że skończyły siedemnaście lat – mówi Piotr Mazurek – Na przełomie 1944/45
Monachijska stacjonowała w okolicach Stegny, więc wcielano do niej Polaków i
Kaszubów. O tym, że nie odbywało się to bezboleśnie świadczą wpisy do
rejestru kar za ucieczkę do domu rodzinnego, kara ciemnicy albo pobyt w
obozie koncentracyjnym Stutthof, a nawet za opuszczenie pola walki – kara
śmierci, bo i takie odnajdujemy wśród dziesiątków innych. Bardzo często
miejsce pochówku było utajnione... Są też inne
wstrząsające dokumenty – powiadomienie o śmierci żołnierza – nigdy nie
wysłane do adresata ze względu na zbliżający się koniec wojny, przestała
bowiem funkcjonować poczta polowa. Chciałbym, żeby ta wystawa pomogła
przełamać stereotypowe myślenie o przymusowych wcieleniach. Archiwum 7.
Monachijskiej Dywizji Piechoty można oglądać od dzisiaj, przez trzy tygodnie,
na wystawie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, przy ulicy
Warzywniczej 10a. Będzie czynna w dni powszednie od 11 do 16, a w weekendy od
11 do 15. Wstęp wolny. Hitler
dawno stracił obywatelstwo
[05.04.2007] Nie
musimy pozbawiać faszystów i komunistów honorowego obywatelstwa jakąś
specjalną uchwałą, bo oni te tytuły już dawno utracili - uważają władze
Gdańska. Pomysł ustawowego odebrania tytułów mają politycy PiS. Sprawa tytułów honorowego
obywatela Gdańska powraca jak bumerang. Czwartkowa "Rzeczpospolita"
napisała o pomyśle posłów Prawa i Sprawiedliwości. Chcą oni, by w ustawie
dezubekizacyjnej znalazł się również zapis o obowiązku pozbawienia honorowego
obywatelstwa nie tylko działaczy komunistycznych, ale również faszystów. W
miastach, które przed wojną należały do III Rzeszy, wielu nazistom nadano
takie tytuły. W Gdańsku przed 1945 rokiem honorowym obywatelem został Adolf
Hitler, dowódca Luftwaffe Hermann Goering i namiestnik Okręgu Gdańsk Rzeszy
Albert Forster.- Zwrócono mi uwagę, że problem nazistów istnieje, więc warto,
aby rozwiązać go raz na zawsze właśnie w tej ustawie - tłumaczy poseł PiS z
Torunia Zbigniew Girzyński.
- Naziści już od dawna nie są honorowymi obywatelami Gdańska -
stwierdza jednak Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska. - Po
pierwsze - utracili tytuły z chwilą śmierci, bo obowiązują one tylko za
życia. Po drugie - dekret Krajowej Rady Narodowej z 30 marca 1945 roku o
utworzeniu województwa gdańskiego zniósł całe ustawodawstwo obowiązujące w
III Rzeszy, w tym uchwały o nadaniu honorowego obywatelstwa Hitlerowi,
Forsterowi i Goeringowi. Po trzecie - Rada Miasta Gdańska w 1990 roku
przyjęła uchwałę o obowiązujących aktach prawnych z czasów PRL i nie znalazły
się tam uchwały w sprawie nadania honorowego obywatelstwa miasta. Tym samym
tytuły stracili komuniści - Bolesław Bierut oraz trzej marszałkowie Związku
Sowieckiego: Rokossowski, Batow i Kulikow. To, że figurują oni w wykazie
osób, które tym tytułem obdarzono w pewnych okresach historii naszego miasta,
jest prostym zapisem faktu historycznego, przydatnego badaczom i wszystkim
zainteresowanym losami tak skomplikowanymi, jak gdańskie.
- Owszem, nie ma ciągłości
prawnej między III Rzeszą a powojenną Polską, ale pozostaje problem władz samorządowych
- stwierdza poseł Girzyński. - Przecież honorowego tytułu Hitlerowi nie
nadawały władze III Rzeszy, ale ówczesne władze Gdańska, i one powinny odciąć
się od uchwał swoich poprzedników. To jest problem dla prawników. Jeśli oni
uznają, że naziści zostali pozbawieni tych tytułów, to nie będziemy tej
sprawy włączać do ustawy dezubekizacyjnej. Wątpliwości jednak pozostają.
|