Zasługi Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela

Przekażmy dzieciom prawdę o historii Gdyni

Powiernictwo Polskie chce opracowania strat Gdyni

Archiwum Wehrmachtu na wystawie w Gdańsku

Hitler dawno stracił obywatelstwo

 

 

dodatek1_a_5-2.F.jpg

Ojciec Bronisław Sroka      

dodatek1_a_5-3.F.jpg

Ojciec Ludwik Wiśniewski    

dodatek1_a_5-17.F.jpg

Maciej Grzywaczewski         

dodatek1_a_5-18.F.jpg

Aleksander Hall

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

http://bi.gazeta.pl/im/5/4020/z4020435X.jpg

 

 

 

– Wśród prawie 1000 stron dokumentów wiele poświęconych jest zarówno Polakom i Kaszubom siłą wcielonym do Wehrmachtu - mówi Piotr Mazurek, prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska.	Fot. Grzegorz Mehringu

 

 

 

Ilustracja z podręcznika do walki wręcz, wydanego w 1940 roku.

 

 

Strona główna

 

Serwis Pomorski

 

Kartz historii najnowszej

 

Zasługi Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela

 

[24.3.2007]

W dniu 25 marca 1977 r. powstał Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela. Ruch ten odegrał istotną rolę w walce o odzyskanie przez Polskę suwerenności i demokratyczne przemiany. Z okazji 30 rocznicy powstania ROPCiO prezydent Lech Kaczyński w dniu 23 marca odznaczył ponad 30 założycieli i uczestników tego ruchu.

W wydaniu „Rzeczypospolitej” z 24 marca ukazał się specjalny dodatek poświęcony działalności ROPCiO oraz prezentacji jego twórców i uczestników. Z publikacji tej przytaczamy charakterystykę sylwetek czterech gdańskich działaczy ruchu obrony praw człowieka i obywatela.

Ojciec Bronisław Sroka

Rocznik 1936. Jako uczeń gdańskiego liceum zostaje aresztowany przez UB za udział w konspiracji antykomunistycznej. Skazany w maju 1953 roku na pięć lat więzienia. Zmuszany do przymusowej pracy w kopalni Kościuszko-Nowa w Jaworznie. Wstępuje do nowicjatu jezuitów w Kaliszu. W 1968 roku przyjmuje święcenia, a w latach 1969 - 1974 studiuje na KUL. W tym czasie bierze udział w konspiracji Ruchu. Aresztowany w lipcu 1970 r., wychodzi na wolność dopiero 31 stycznia 1971 roku. W latach 1974 - 1977 duszpasterz akademicki w Gdańsku. Opiekun duchowy środowiska gdańskiej prawicy niepodległościowej. W 1977 roku zostaje sygnatariuszem ROPCiO.

Ojciec Ludwik Wiśniewski

Rocznik 1936. W 1952 roku wstąpił do zakonu dominikanów. Święcenia kapłańskie w 1961 roku. Okres jego pracy w duszpasterstwie akademickim w Gdańsku w latach 1968 - 1972 wpłynął znacząco na formację intelektualną i moralną "grupy gdańskiej", która weszła w 1977 roku do ROPCiO, a potem stworzyła RMP. Podobną rolę odegrał ojciec Wiśniewski w duszpasterstwach akademickich w Lublinie (1972 - 1981) i Wrocławiu (1981 - 1988). Podpisał apel do społeczeństwa polskiego z 25 marca 1977 roku wystosowany w związku z powstaniem ROPCiO. Podkreślał wagę wyrzekania się przemocy w walce z systemem komunistycznym

Maciej Grzywaczewski

Rocznik 1954. W latach 1973 - 1975 student prawa na Uniwersytecie Gdańskim. W duszpasterstwie akademickim styka się z o. Ludwikiem Wiśniewskim i wchodzi do grupy dyskusyjnej skupionej wokół Aleksandra Halla. W 1975 roku rozpoczyna studia w Warszawie na Akademii Teologii Katolickiej. Jest działaczem ROPCiO i autorem pisma "Bratniak". Od 1979 roku w RMP. W strajku sierpniowym 1980 roku był współtwórcą 21 postulatów i doradcą MKS. W stanie wojennym ukrywał się, w 1984 roku w związku z chorobą dziecka wyjechał do Francji. Po 1988 roku był producentem telewizyjnym. W latach 2004 - 2006 szefem Programu 1 TVP.

Aleksander Hall

Rocznik 1953. Uczestnik licealnej grupy oporu, która potem związała się z o. Ludwikiem Wiśniewskim i stała się trzonem tzw. grupy gdańskiej. W latach 1972 - 1977 student historii na Uniwersytecie Gdańskim. Po rozłamie związany z grupą Leszka Moczulskiego. Od 1979 roku aż do końca lat 80. lider Ruchu Młodej Polski. W 1982 roku został członkiem władz podziemnej NSZZ "Solidarność". W latach 1988 - 1989 wiceszef Klubu "Dziekania". W latach 1989 - 1990 minister ds. kontaktów z partiami politycznymi. W latach 1991 - 1993 i 1997 - 2001 poseł. Polityk UD, Partii Konserwatywnej i SKL. Wycofał się z aktywnej polityki

Przekażmy dzieciom prawdę o historii Gdyni

 

[28.03.2007]

 

Dorota Arciszewska-Mielewczyk, senator PiS i prezes Powiernictwa Polskiego, chce, aby władze Gdyni sporządziły raport o stratach wojennych miasta. - Warto to zrobić - przyznaje prezydent Wojciech Szczurek.

W 62. rocznicę wyzwolenia Gdyni spod okupacji niemieckiej senator Arciszewska-Mielewczyk wystosowała do prezydenta Gdyni apel w tej sprawie. "Szlachetne dziedzictwo naszych ojców zobowiązuje, nakłada na nas ciężar udokumentowania i przekazania dzieciom prawdy o historii Gdyni w trudnym okresie II wojny światowej. (...) Tylko od nas zależy, czy będzie to pokolenie bez sumienia, czy pokolenie zakotwiczone w wartościach, na jakich budowano nasze miasto: umiłowanie Ojczyzny, wzorowa sumienność, obowiązki przed prawami" - napisała w apelu senator Arciszewska-Mielewczyk.

- Do dziś nie wiadomo, jakie straty w wyniku wojny i okupacji niemieckiej poniosła Gdynia i jej mieszkańcy - mówi Arciszewska-Mielewczyk. - Gdynia była pierwszym miastem, które uległo niemieckiej agresji. Liczba osób wysiedlonych z miasta przez hitlerowców waha się między 80 a 110 tysięcy. Nie ma też dokładnych danych, ilu gdynian zginęło.

Prezes Powiernictwa Polskiego podkreśla, że raport ma służyć celom naukowo-edukacyjnym, ale również jako argument przeciwko roszczeniom niemieckiego Powiernictwa Pruskiego. - Niemcy nie mają skrupułów, wysuwają materialne roszczenia, posługując się wyssanymi z palca danymi. Musimy mieć dowód na przedstawienie im naszego rachunku strat za zniszczenia spowodowane przez III Rzeszę - stwierdza senator.

Prezes Powiernictwa proponuje, aby raport przygotował zespół złożony z miłośników Gdyni, historyków, pracowników IPN, radnych i pracowników urzędu miasta. Chce również, żeby został on przetłumaczony na język niemiecki i przekazany stosownym instytucjom w Niemczech.

- Nie mam nic przeciwko tej inicjatywie - odpowiada prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. - Takie opracowanie miałoby swoją wartość historyczną i pewnie jakieś zastosowanie w bieżącej polityce krajowej i zagranicznej. Na pewno warto się tym zająć, ale taki raport trzeba opracować w sposób profesjonalny. Z pewnością będzie to żmudna praca wymagająca szeregu analiz historycznych, ekonomicznych, społecznych. Decyzje podejmę, jeśli będę wiedział, ile opracowanie będzie kosztować.

- Koszty nie powinny przyćmić idei - odpowiada senator Arciszewska-Mielewczyk. - Z tego, co wiem, podobne opracowanie dotyczące Warszawy kosztowało około 300 tysięcy złotych i przygotowywano je w dwa lata. W Gdyni koszty te będą z pewnością dużo mniejsze i da się to zrobić szybciej.

Raporty opisujące straty materialne poniesione podczas II wojny światowej sporządziły już władze Warszawy i Poznania

 

Powiernictwo Polskie chce opracowania strat Gdyni

 

 29.03.2007

 

Gdynia ma być trzecim miastem w Polsce po Warszawie i Poznaniu, które sporządzi raport strat poniesionych podczas II wojny światowej. Z wnioskiem takim wystąpili wczoraj do jej władz reprezentanci Powiernictwa Polskiego. - Pomysł oceniam pozytywnie - mówi Stanisław Szwabski, przewodniczący Rady Miasta Gdyni.

Wczoraj minęły 62 lata od wyzwolenia Gdyni spod okupacji hitlerowskiej Powiernictwo Polskie uważa jednak, że nie sporządzono dotychczas kompleksowego raportu na temat skutków wojny.

- W efekcie do dziś wśród historyków istnieją rozbieżności odnośnie liczby wysiedlonych z Gdyni osób, wywiezionych potem do ciężkich prac w Generalnej Guberni, bądź rozstrzelanych w Piaśnicy - mówi senator Dorota Arciszewska- Mielewczyk, prezes Powiernictwa Polskiego. - Warto takie dane dla przyszłych pokoleń opracować. Nie przemawia przez nas chęć wystawienia rachunku Niemcom, raport miałby służyć głównie celom edukacyjnym. Ale w świetle coraz częstszych niemieckich roszczeń odszkodowawczych wobec Polski w razie potrzeby mógłby on służyć także jako materiał dowodowy przed sądem.

- Jest najwyższy czas, aby sporządzić taki dokument, dopóki żyją ostatni naoczni świadkowie tych dramatycznych wydarzeń - dodaje Paweł Stolarczyk, radny Gdyni, który w imieniu PP przedstawił wczoraj Radzie Miasta Gdyni pomysł sporządzenia raportu

Opracowanie dokumentu potrwałoby, zdaniem senator Arciszewskiej-Mielewczyk, co najmniej rok. Prace zespołu ekspertów, m.in. pracowników Instytutu Pamięci Narodowej, finansować miałby gdyński samorząd.- Wiedzy nigdy nie jest za wiele - komentuje pomysł Stanisław Szwabski, przewodniczący gdyńskiej Rady Miasta.- Choć pewne opracowania na temat strat wojennych i wysiedlonych z Gdyni ludzi były już wykonywane, ale warto byłoby informacje takie zgromadzić w jednym raporcie i upowszechnić.W związku z budową niemieckiej bazy Kriegsmarine w Gdyni podczas II wojny światowej wysiedlono według różnych szacunków od 50,5 do 70 tys. osób. Co najmniej 12 tys. z nich rozstrzelano w Piaśnicy.

 

Archiwum Wehrmachtu na wystawie w Gdańsku

[20-23.3 2007]

 

Sensacją stała się  wystawa dokumentów  archiwum Wehrmachtu. Zostało ono odnalezione w Gdańsku  i przejęte przez Towarzystwo Miłośników  Gdańska, które zajmuje się  historia i tradycją tego miasta.

Przytaczamy tu dwie, ciekawe i nawzajem uzupełniające się relacje dziennikarskie o zawartości tego archiwum: Bartosza Gonka w trójmiejskiej „Gazecie wyborczej z 20 marca i Grażyny Antoniewicz w „Dzienniku Bałtyckim” z 23 marca 2007 r.

Odnalezione archiwum Wehrmachtu

Tajne dokumenty wywiadu. Wyroki śmierci za dezercję. Skierowania do Stutthofu za pijaństwo, a także zwykłe donosy. Towarzystwo Przyjaciół Gdańska ujawniło, że posiada kompletne archiwum kompanii wyborowej jednej z dywizji Wehrmachtu. Wśród żołnierzy znajdowali się mieszkańcy Pomorza

4. kompania była częścią 7. zapasowego batalionu 7. Dywizji Monachijskiej Wehrmachtu. Jednostka, złożona w początkowej fazie w dużej części z fanatycznych SA-manów, walczyła na pierwszej linii przez całą II wojnę światową. Najpierw w Polsce, potem we Francji, a od czerwca 1941 roku do końca wojny - w ZSRR. 7. Monachijska należała do doborowych jednostek hitlerowskich sił zbrojnych. Mimo ogromnych strat zawsze była uzupełniana do pełnych stanów. Otrzymywała też najnowszą broń i wyposażenie. W jej skład, obok najlepszych piechurów i zesłanych tu za lżejsze przewinienia SS-manów, wchodziły dwa bataliony renegatów - Rosjan i Francuzów. Ale - nie tylko. Przeglądając listę stanów osobowych, odnajdujemy także swojsko brzmiące nazwiska - Górczyński, Dąbrowski, Skowronek. Miejsca zamieszkania: Tczew, Gdańsk, wioski na Kaszubach.Nazwiska młodych Polaków (większość miała po 16, 17 lat) można znaleźć na niewykonanych wyrokach śmierci za dezercję. Inne pojawiają się na karnych skierowaniach do Stutthofu.

- W 7. Dywizji Monachijskiej do samego końca panował iście koszarowy rygor. Jeszcze w ostatnich dwóch dniach wojny kancelarię kompanii opuszczały rozkazy kontrataków przewidzianych na połowę maja. Wtedy też Dywizja Monachijska zajmowała pozycje obronne w okolicach Skowronek na Mierzei Wiślanej. Jej zadaniem było osłaniać ostatnie ewakuowane stamtąd oddziały. Doborowi piechurzy nie zdążyli stoczyć swojej ostatniej bitwy. 9 i 10 maja skapitulowali w okolicach Sztutowa - mówi Wojciech Molski, badający przebieg walk na wybrzeżu w 1945 roku.

Przed pójściem do niewoli żołnierze opiekujący się kancelarią starannie ukryli powierzone im dokumenty. Zrobili to na tyle skutecznie, że prawie 1000 pożółkłych kartek odnaleziono przypadkiem zaledwie kilka lat temu. - O istnieniu archiwum wiedzieliśmy od kilku miesięcy - mówi prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska Piotr Mazurek. - Po wielu tygodniach negocjacji udało się je nam wykupić od prywatnej osoby. Teraz dokumenty są fotografowane i tłumaczone. W niedalekiej przyszłości zostaną wydane w specjalnym opracowaniu.

- Odnalezienie czegoś takiego to prawdziwa sensacja - mówi Izabela Kwiecińska, redaktor naczelna miesięcznika "Odkrywca". - Coś takiego, zwłaszcza w idealnym stanie, wychodzi na światło dzienne mniej więcej raz na dekadę. To znalezisko ma poza tym szczególny wymiar. Jest cenne nie tylko dla historyków wojskowości, ale także dla badaczy dziejów regionu.

Archiwum 7. Monachijskiej Dywizji Piechoty będzie można oglądać od 23 marca, przez trzy tygodnie, na specjalnej wystawie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, przy ulicy Warzywniczej 10a.

 

Nieznane archiwum Wehrmachtu w TPG

 

Tajne dokumenty wywiadu. Rozkazy i raporty. Wyroki śmierci za dezercję. Skierowania do Stutthofu za pijaństwo. Archiwum kompanii wyborowej Wehrmachtu. Wśród żołnierzy znajdowali się mieszkańcy Pomorza.

Archiwum 7. Batalionu Zapasowego 7. Dywizji Monachijskiej Wehrmachtu, odnalezione w starych fortach, od dzisiaj zobaczyć można na wystawie w Towarzystwie Przyjaciół Gdańska.

Historia jest więcej niż sensacyjna. – O istnieniu archiwum wiedzieliśmy od kilku miesięcy. Istniała obawa, że zostanie rozproszone i wywiezione z kraju. Zainteresowanie było ogromne. Po wielu tygodniach negocjacji udało się je nam wykupić od prywatnej osoby. Teraz dokumenty są fotografowane i tłumaczone. Zostaną wydane w specjalnym opracowaniu – mówi Piotr Mazurek, prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska.

Jak to się stało, że archiwum przetrwało? Przed pójściem do niewoli żołnierze opiekujący się kancelarią ukryli powierzone im dokumenty w forcie. Odnaleziono je przypadkiem podczas prac budowlanych. Kto? Pozostanie tajemnicą.

– Archiwum 4. Kompanii 7. Polowego Zapasowego Batalionu 7. Dywizji Monachijskiej jest unikatowe – zapewnia Piotr Mazurek – Wśród prawie 1000 stron dokumentów wiele poświęconych jest zarówno Polakom i Kaszubom siłą wcielonym do jednostki, jak i ostatnim miesiącom wojny. W archiwum są listy – stany osobowe jednostki, pełne nazwisk polskich i polskobrzmiących, nazwiska kaszubskie i innych narodowości (zależnie od miejsca, gdzie następował przymusowy pobór). Dywizję Monachijską Wehrmachtu utworzono w 1934 roku. Powstała w 7 okręgu wojskowym w Monachium. Od samego początku była jednostką elitarną. Na bieżąco uzupełniano jej stan. Stan osobowy Dywizji Monachijskiej prawie zawsze wynosił siedemnaście tysięcy ludzi.

Wojenny szlak dywizja rozpoczęła we wrześniu 1939 roku w Polsce. Koniec wojny zastał ją na Mierzei Wiślanej, Gdańsku i na Helu. Skapitulowała 9 maja 1945 roku.

Oprócz dokumentów, zachowały się elementy wyposażenia biurowego: spinacze, klej, taśma, linijka, ołówki, atrament marki Pelikan, komplet metalowych stempli, nieśmiertelniki – wszystko, co świadczy o unikatowości i kompletności zbioru. Jest nawet srebrny grawerowany kieliszek, należący do jednego z oficerów Dywizji Monachijskiej, i nożyk do otwierania korespondencji (wykuty z uszczelniacza pocisku dużego kalibru)

– Są tu rzeczy, które mogłyby stanowić kanwę do niezłego filmu szpiegowskiego – opowiada prezes Mazurek. – Jest zdjęcie miejsca, gdzie zostały prawdopodobnie zakopane dokumenty. Kiedy zostało wyjęte z opakowania, wyblakło i stało się nieczytelne. Przez kilka sekund udało się je nam obejrzeć i sfotografować.

– Dokumenty z chirurgiczną precyzją obnażają prawdę o ostatnim okresie wojny, wcieleniach przymusowych i tragediach dzieci, które powoływano do wojska, tylko dlatego że skończyły siedemnaście lat – mówi Piotr Mazurek – Na przełomie 1944/45 Monachijska stacjonowała w okolicach Stegny, więc wcielano do niej Polaków i Kaszubów. O tym, że nie odbywało się to bezboleśnie świadczą wpisy do rejestru kar za ucieczkę do domu rodzinnego, kara ciemnicy albo pobyt w obozie koncentracyjnym Stutthof, a nawet za opuszczenie pola walki – kara śmierci, bo i takie odnajdujemy wśród dziesiątków innych. Bardzo często miejsce pochówku było utajnione...

Są też inne wstrząsające dokumenty – powiadomienie o śmierci żołnierza – nigdy nie wysłane do adresata ze względu na zbliżający się koniec wojny, przestała bowiem funkcjonować poczta polowa. Chciałbym, żeby ta wystawa pomogła przełamać stereotypowe myślenie o przymusowych wcieleniach.

Archiwum 7. Monachijskiej Dywizji Piechoty można oglądać od dzisiaj, przez trzy tygodnie, na wystawie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, przy ulicy Warzywniczej 10a. Będzie czynna w dni powszednie od 11 do 16, a w weekendy od 11 do 15. Wstęp wolny.

 

Hitler dawno stracił obywatelstwo

[05.04.2007]

 

Nie musimy pozbawiać faszystów i komunistów honorowego obywatelstwa jakąś specjalną uchwałą, bo oni te tytuły już dawno utracili - uważają władze Gdańska. Pomysł ustawowego odebrania tytułów mają politycy PiS.

Sprawa tytułów honorowego obywatela Gdańska powraca jak bumerang. Czwartkowa "Rzeczpospolita" napisała o pomyśle posłów Prawa i Sprawiedliwości. Chcą oni, by w ustawie dezubekizacyjnej znalazł się również zapis o obowiązku pozbawienia honorowego obywatelstwa nie tylko działaczy komunistycznych, ale również faszystów. W miastach, które przed wojną należały do III Rzeszy, wielu nazistom nadano takie tytuły. W Gdańsku przed 1945 rokiem honorowym obywatelem został Adolf Hitler, dowódca Luftwaffe Hermann Goering i namiestnik Okręgu Gdańsk Rzeszy Albert Forster.- Zwrócono mi uwagę, że problem nazistów istnieje, więc warto, aby rozwiązać go raz na zawsze właśnie w tej ustawie - tłumaczy poseł PiS z Torunia Zbigniew Girzyński.

- Naziści już od dawna nie są honorowymi obywatelami Gdańska - stwierdza jednak Bogdan Oleszek, przewodniczący Rady Miasta Gdańska. - Po pierwsze - utracili tytuły z chwilą śmierci, bo obowiązują one tylko za życia. Po drugie - dekret Krajowej Rady Narodowej z 30 marca 1945 roku o utworzeniu województwa gdańskiego zniósł całe ustawodawstwo obowiązujące w III Rzeszy, w tym uchwały o nadaniu honorowego obywatelstwa Hitlerowi, Forsterowi i Goeringowi. Po trzecie - Rada Miasta Gdańska w 1990 roku przyjęła uchwałę o obowiązujących aktach prawnych z czasów PRL i nie znalazły się tam uchwały w sprawie nadania honorowego obywatelstwa miasta. Tym samym tytuły stracili komuniści - Bolesław Bierut oraz trzej marszałkowie Związku Sowieckiego: Rokossowski, Batow i Kulikow. To, że figurują oni w wykazie osób, które tym tytułem obdarzono w pewnych okresach historii naszego miasta, jest prostym zapisem faktu historycznego, przydatnego badaczom i wszystkim zainteresowanym losami tak skomplikowanymi, jak gdańskie.

- Owszem, nie ma ciągłości prawnej między III Rzeszą a powojenną Polską, ale pozostaje problem władz samorządowych - stwierdza poseł Girzyński. - Przecież honorowego tytułu Hitlerowi nie nadawały władze III Rzeszy, ale ówczesne władze Gdańska, i one powinny odciąć się od uchwał swoich poprzedników. To jest problem dla prawników. Jeśli oni uznają, że naziści zostali pozbawieni tych tytułów, to nie będziemy tej sprawy włączać do ustawy dezubekizacyjnej. Wątpliwości jednak pozostają.