|
Komisja diecezjalna bada akta IPN Odsłona twarzy gdańskiej bezpieki Wprost": rektor UG współpracował z SB Wprost": nie chcą lustracji na
uniwersytecie bo współpracowali Przeciwnicy lustracji agentami? Rektor Ceynowa: Te oskarżenia to oszczerstwo Profesor Włodarski: nie byłem agentem Naukowcy odpowiadają na zarzuty |
Serwis Pomorski Lustracja
księży i naukowców
Komisja
diecezjalna bada akta IPN
[09.03.2007] Komisję
naukową ds. badania materiałów IPN dotyczących współpracy księży
archidiecezji gdańskiej ze Służbą Bezpieczeństwa PRL powołał
ks. arcybiskupa Tadeusz Gocłowski jesienią ubiegłego roku. Ale jej
praca jednak rozwija się dość powoli –
wynika z publikacji w „Dzienniku Bałtyckim” z 9 marca 2007 r., któremu
informacji na ten temat udzielił
rzecznik prasowy komisji, dr Andrzej Drzycimski. Członkowie
komisji spotkali się trzykrotnie. Otrzymali już materiały z IPN dotyczące
prowadzonej w latach 80. akcji „Zorza II” i je analizują. Nie wiadomo jednak
ile jeszcze materiałów uda się zebrać, bo dokumenty dotyczące kościoła
gdańskiego zostały w znacznym stopniu zniszczone. Przewodniczącym
komisji jest biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej ks. Ryszard Kasyna, a
jego zastępcami ks. infułat Stanisław Bogdanowicz, proboszcz bazyliki
Mariackiej w Gdańsku i dr Andrzej Drzycimski, historyk. Członkami komisji są
też ks. Sławomir Decowski, ks. Maciej Kwiecień, archiwista diecezjalny, oraz
Adam Hlebowicz, dyrektor generalny gdańskiego Radia Plus. Komisja
powstała po tym gdy ks. Henryk Jankowski ujawnił nazwiska zajmujących się nim
współpracowników SB, a wśród nich 9 duchownych. W lutym 2007 r. ukazała się
książka historyka Petera Rajny pt. „Teczka ks. Jankowskiego. Agenci SB w
Kurii Gdańskiej”. Została ona oparta na dokumentach akcji „Zorza II” z lat
1986-1987., związanej z papieską pielgrzymką do Gdańska. W książce są notatki
z rozmów oficerów SB z gdańskimi duchownymi, a m.in. z księdzem Wiesławem
Lauerem, wikariuszem generalnym kurii gdańskiej. Dr Andrzej
Drzycimski stwierdził, że gdańska
komisja diecezjalna zamierza wydać książkę z wynikami swoich badań i zbiorem
dokumentów. Nie wiadomo jednak kiedy będzie to możliwe. (H.G.) Odsłona
twarzy gdańskiej bezpieki
[16.3.2007] W
wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego”
z 16 marca 2007 r. dr Sławomir
Cenckiewicz, naczelnik Biura Edukacji Publicznej w Oddziale IPN w
Gdańsku, przedstawił wiele szczegółowych informacji o działalności służby
bezpieczeństwa w Gdańsku jej kierowniczych funkcjonariuszy w o0kresie PRL. Wobec
postawienia przez dziennikarkę, Barbarę Szczepułę, kwestii anonimowości
esbeków, ich spokojnego życia, wysokich emerytur czy zarobków, dr Cenckiewicz
powiedział: - Ten spokój
to już przeszłość, bo dzięki IPN funkcjonariusze byłej SB przestają być
anonimowi. Ukazały się dwa tomy odtwarzające obsadę kadrową UB/SB w latach
1944-1975, niebawem ukaże się tom obejmujący okres 1975-1990. Ponadto
nakładem IPN opublikowano pierwsze informatory personalne z biogramami i
fotografiami funkcjonariuszy SB. W różnych miastach IPN przygotowuje wystawy
z cyklu „Twarze bezpieki”. Niebawem gdański IPN zaprezentuje wystawę „Twarze
gdańskiej bezpieki 1945-1990” w Centrum Manhattan w Gdańsku Wrzeszczu. W tych
sprawach nic nie może być ukryte. Musimy poznać tych, którzy zwalczali
Kościół katolicki i niszczyli aspiracje niepodległościowe Polaków. Wprost":
rektor UG współpracował z SB
[01.04.2007]
Tygodnik
"Wprost": Prof. Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego i
prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału filologiczno-historycznego gdańskiej
uczelni, współpracowali z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa. Obaj profesorowie
byli w ostatnich dniach organizatorami antylustracyjnego buntu na polskich
uczelniach. Materiał tygodnik opublikował na swojej stronie internetowej. Andrzej
Ceynowa, rektor UG: - Nigdy nie współpracował ze Służbami Bezpieczeństwa. To
oszczerstwo. Jako pełnomocnik rektora UG ds. amerykańskiego stypendium
Fullbrighta w drugiej połowie lat 70. nieraz byłem wzywany przez SB.
Opiekowałem się w końcu zagranicznymi wykładowcami, sam kilka razy wyjechałem
do USA. Namawiano mnie do donoszenia na uczelnianych kolegów i gości UG.
Funkcjonariusze SB szybko jednak zrozumieli, że żaden ze mnie pożytek, bo o
przesłuchaniach natychmiast opowiadałem. Nigdy nie podpisałem żadnego
zobowiązania. Sytuacje, które opisuje tygodnik "Wprost" to
kompletna bzdura. Dziennikarka która pytała mnie o szczegóły opisane w
raporcie jednego z funkcjonariuszy, sama przyznała, że nie znalazła w aktach
lojalki z moim podpisem. Niech moim komentarzem będzie zapewnienie: Spotkam
się z tygodnikiem w sądzie. Wprost":
nie chcą lustracji na uniwersytecie bo współpracowali
[01.04.2007] TW Lek i TW
Zydran
Wczoraj
na swojej stronie internetowej tygodnik "Wprost" podał, że prof.
Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego, i prof. Józef Włodarski,
dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego gdańskiej uczelni, współpracowali
z SB. Obaj sprzeciwiają się lustracji. Według
tygodnika Włodarski i Ceynowa byli tajnymi współpracownikami służb aż do
końca PRL. Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy jako student w 1974 r.
Miał rozpracowywać młodzież hipisowską oraz środowiska o nastawieniu
antykomunistycznym. Przyjął pseudonim Zydran. Włodarski za współpracę z SB
miał brać pieniądze. Po ukończeniu studiów przejął go Departament II MSW
-kontrwywiad. Wtedy zaczął się posługiwać pseudonimem Jan. Zemsta
pracowników IPN?
Włodarski
zaprzecza, że współpracował z bezpieką. Uważa, że artykuł we
"Wprost" to zemsta pracowników IPN za to, iż krytykuje lustrację. Według
tygodnika prof. Andrzej Ceynowa pracował dla kontrwywiadu jako TW Lek - m.in.
relacjonował swoje rozmowy z goszczącymi w Gdańsku Amerykanami. Ceynowa po
ukończeniu anglistyki wyjeżdżał często do USA. W czasie stanu wojennego przez
rok przebywał w renomowanym Yale University. Archiwa
IPN są otwarte dla dziennikarzy od 15 marca. Czy "Wprost" mógł
wciągu dwóch tygodni zdobyć materiały archiwalne na temat Ceynowy i
Włodarskiego? Z informacji "Rz" wynika, że zachowana dokumentacja
byłej SB dotycząca TW Lek jest niewielka. Fakt samej rejestracji wlatach80.
jest bezsporny. Nie wiadomo, czy zachowały się zobowiązanie do współpracy,
teczka pracy, teczka personalna i dokumentacja funduszu operacyjnego. Ostatnio
o Ceynowie zrobiło się głośno 21 marca, przy okazji lustracji naukowców.
Profesor wpadł na "fortel lustracyjny". Na czym miałby polegać?
Tych naukowców,którzy nie chcieliby się zlustrować, mógłby na ich życzenie
przekwalifikować na asystenta. A asystenci nie podlegają lustracji. - Ta
forma lustracji jest niesprawiedliwa -mówił kilka dni temu Ceynowa
"Gazecie Wyborczej". Prof.
Józef Włodarski także w "Gazecie Wyborczej" mówił: - IPN nie może
być po tylu latach wyrocznią. Archiwa są niewiarygodne. Jeszcze
przed ujawnieniem rewelacji "Wprost" gdański poseł PiS Jacek Kurski
zwołał konferencję prasową. Wezwał TW Zydran i TW Lek do ujawnienia - ale nie
podał, o kogo chodzi. - Nie może być tak, że pod pozorem buntu
wykształciuchów unikną lustracji ludzie zamieszani we współpracę z bezpieką -
powiedział "Rz" Kurski. - Ta sprawa pokazuje, że ludzie przeciwni
lustracji tak naprawdę bronią swojej skóry. Prof. Andrzej Ceynowa, rektor
Uniwersytetu Gdańskiego i prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału
filologiczno-historycznego gdańskiej uczelni, współpracowali z PRL-owską
Służbą Bezpieczeństwa – wynika z dokumentów, do których dotarł
"Wprost", i o których pisze na swojej stronie internetowej. Obaj
profesorowie byli w ostatnich dniach organizatorami antylustracyjnego buntu
na polskich uczelniach - przypomina we "Wprost" Dorota Kania. Włodarski wraz
z Ceynową inicjowali uchwalenie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół
Polskich stanowiska potępiającego lustrację na uniwersytetach. Prof. Ceynowa
jest nawet twórcą tzw. antylustracyjnego fortelu akademickiego. Polega on na
tym, że profesorowie objęci lustracją na własną prośbę będą przenoszeni na
funkcję asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. Okazuje się, że
przywódcy antylustracyjnego frontu wśród akademików mają osobiste powody, by
się bać ujawnienia zasobów IPN. Z dokumentów, do jakich dotarł
"Wprost", wynika, że profesorowie Włodarski i Ceynowa byli tajnymi
współpracownikami tajnych służb PRL. Obaj współpracowali z bezpieką do końca
istnienia PRL - ostatnie raporty pochodzą z 1989 r. Przyjmował je, podobnie
jak od innych agentów uplasowanych wśród trójmiejskich naukowców, znany w
Gdańsku ppłk Henryk Łapuszek. Józef
Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28 września 1974 r. Studiował
wtedy na czwartym roku historii Uniwersytetu Gdańskiego. Miał rozpracowywać
„młodzież hippisowską oraz środowiska o nastawieniu antysocjalistycznym,
antykomunistycznym i antyradzieckim”. Przyjął pseudonim Zydran. Jakie były
efekty współpracy Włodarskiego z bezpieką? Rozpracowywał on m.in. środowisko
gdańskich hipisów, mówił, skąd biorą narkotyki, opowiadał też o handlu walutą
i grupie młodzieżowej z Elbląga, posiadającej ponoć broń. Na swojego kolegę
Roberta Oszczakiewicza doniósł, że ten posiada amerykańską flagę i chce ją
wywiesić 1 maja. Mówił, że jego zachowanie jest "wyzywające w stosunku
do partii i rządu". Oszczakiewicz miał też sprofanować pasłęcki Pomnik
Wdzięczności przez… "nałożenie prezerwatywy na hełm żołnierza Armii
Czerwonej". Zydran za
współpracę z SB brał pieniądze: w aktach zachowało się pokwitowanie odbioru
400 zł z 23 grudnia 1974 r. Po ukończeniu studiów Włodarskiego przejął
Departament II MSW - kontrwywiad. Wtedy zaczął się on posługiwać pseudonimem
Jan. Donosił, robiąc jednocześnie karierę naukowca na Uniwersytecie Gdańskim.
"Wprost" dotarł do raportów dotyczących sprawy obiektowej o
kryptonimie "Zalew", które składał funkcjonariuszom kontrwywiadu
SB. W marcu 1988 r. TW Jan relacjonował m.in. bezpiece swoją rozmowę z
konsulem generalnym Chin na temat Lecha Wałęsy. - Nie
współpracowałem z bezpieką. Miałem z nią częste kontakty, ale tylko dlatego,
że z nią walczyłem. Nie podpisywałem żadnego zobowiązania i nie brałem
pieniędzy. Wszystko jest sfałszowane – ocenia w rozmowie z "Wprost"
prof. Włodarski. - Przedstawianie mojej osoby jako tajnego współpracownika
jest zemstą panów z IPN za to, że krytykuję lustrację – dodaje. Z dokumentów,
do których dotarł "Wprost", wynika, że tajnym współpracownikiem SB
o kryptonimie Lek był prof. Andrzej Ceynowa, dziś rektor Uniwersytetu
Gdańskiego, w latach 80. kontaktujący się z Lechem Wałęsą. Na potrzeby
bezpieki inwigilował on dyplomatów i obcokrajowców, mających kontakt z
Uniwersytetem Gdańskim. "Wprost" dotarł do raportu, sporządzonego
przez funkcjonariusza kontrwywiadu kpt. Kurkowskiego w maju 1989 r. na
podstawie informacji dostarczonych przez agenta Leka. Ceynowa relacjonował
swoje rozmowy z goszczącym w Gdańsku amerykańskim dyplomatą Johnem Brownem.
Był on u Ceynowy w domu na kolacji. Profesor opowiadał też o wizycie w
Trójmieście Dennisa Chamberlina, amerykańskiego fotografa, który chciał
zrobić fotoreportaż o Polsce. Opisywał też wizytę amerykańskiego profesora
Kevina Lewisa u Lecha Wałęsy, podczas której Ceynowa występował jako tłumacz.
„Wałęsa zachowywał się bardzo nietaktownie wobec Amerykanina. Zbył go,
rozmawiając z nim zaledwie ok. 2 minut, po czym prawie wyprosił Kevina ze
swojego biura. Powyższa sytuacja i zachowanie Wałęsy zrobiły na amerykańskim
naukowcu szokujące wrażenie” - donosił Ceynowa. -
Organizowałem spotkania na Uniwersytecie Gdańskim i podejmowałem
zagranicznych gości u siebie w domu. Kilka razy byłem też w biurze Lecha
Wałęsy jako tłumacz. Jednak żadnego z tych nazwisk nie pamiętam - mówi
"Wprost" Ceynowa. Zaprzecza również, że współpracował z SB. -
Żadnego zobowiązania nigdy nie podpisałem - ucina. Więcej o
współpracy gdańskich profesorów ze Służbą Bezpieczeństwa, a także dokumenty
dotyczące ich związków z bezpieką, w najbliższym numerze tygodnika „Wprost” Przeciwnicy
lustracji agentami?
Czy
dwaj profesorowie Uniwersytetu Gdańskiego, przeciwnicy lustracji, mogli
pracować dla PRL-owskich służb? Tak twierdzi tygodnik "Wprost".
Obaj naukowcy zaprzeczają Spór
o lustrację z tygodnia na tydzień nabiera rumieńców. Senaty kilku wyższych
uczelni nie zostawiły na ustawie lustracyjnej suchej nitki. Podobnie
organizacje zrzeszające rektorów (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół
Polskich i Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich). Wszyscy uznali, że
ustawa lustracyjna budzi wątpliwości konstytucyjne i etyczne. Ale
coraz głośniej odzywają się naukowcy, którzy popierają ustawę. W ubiegłym tygodniu41
pracowników naukowych UW napisało list, w którym uznali, że Senat UW wikła
środowisko akademickie w politykę i sugeruje jego jednolitą postawę wobec
lustracji - co według nich nie jest zgodne z prawdą. Również
rada naukowa Instytutu Badań Literackich PAN przyjęła uchwałę, w której
uznała ustawę lustracyjną za sprzeczną "z duchem litery demokratycznego
państwa". I tu votum separatum zgłosiło czworo wybitnych profesorów. Nie
mamy się czego wstydzić
Do
listu 41 naukowców UW (popierających lustrację) dopisały się kolejne 33
osoby. W Krakowie swój własny list napisało 48 pracowników naukowych
Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy złożyli już oświadczenia lustracyjne.
Dlaczego? "(...) Uczyniliśmy tak nie tylko z tego powodu, że nie mamy
się czego wstydzić, ale przede wszystkim dlatego, iż uważamy, że tak
pracodawca, jak młodsi koledzy i studenci mają prawo wiedzieć, jak
postępowaliśmy niegdyś jako osoby prywatne oraz jako nauczyciele akademiccy
związani etyką zawodową i obywatelską" - napisali. Z
osobnym apelem do pracowników naukowych o jak najszybsze podpisanie
oświadczeń lustracyjnych -dla przywrócenia autorytetu nauki i wiarygodności
pracowników naukowych - zwrócili się w piątek prof. Barbara Otwinowska, prof.
Anna Pawełczyńska, prof. Jacek Przygodzki i prof. Elżbieta Rekłajtis. 19
kwietnia o tym, jak powinna przebiegać lustracja uczonych, rektorzy mają
rozmawiać z prezydentem Lechem Kaczyńskim.. Rektor
Ceynowa: Te oskarżenia to oszczerstwo
[02.04.2007] -
W związku z pomówieniem zamieszczonym w tygodniku "Wprost" złożyłem
zawiadomienie do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie - zapowiada Andrzej
Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego. Do współpracy z SB nie przyznaje się
też drugi bohater artykułu - prof. Józef Włodarski, dziekan Wydziału
Filologiczno-Historycznego Agenturalną
przeszłość wykładowcom UG zarzucił tygodnik "Wprost". W artykule
"Agenci w gronostajach" przekonuje, że rektor Ceynowa i profesor
Włodarski byli tajnymi współpracownikami służb PRL. Dlatego - zdaniem autorów
- oburzali się, że nowa ustawa lustracyjna wymaga złożenia oświadczeń
lustracyjnych przez wyższą kadrę akademicką i zainicjowali uchwałę
Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich potępiającą lustrację.- To
bzdury - odpowiadają bohaterowie artykułu. Według
"Wprost" prof. Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28
września 1974 roku. Studiował wtedy na czwartym roku historii UG.
"Opiekować się" nim miał Andrzej Kołkowski, kapral SB i przyjaciel
z dzieciństwa. Kołkowski powierzył Włodarskiemu rozpracowywanie
"młodzieży hipisowskiej oraz środowiska o nastawieniu
antysocjalistycznym, antykomunistycznym i antyradzieckim" i nadał
pseudonim "Zydran". "Zydran"
miał za pieniądze opowiadać, m.in., skąd hipisi biorą narkotyki i donosić na
swojego kolegę z rodzinnego Pasłęka - 17-letniego wtedy Roberta
Oszczakiewicza. - Nigdy bym tego nie zrobił. Wszystko wyjaśnię na radzie
wydziału 12 kwietnia. Zostałem wrobiony - twierdzi profesor Włodarski.
Oszczakiewicz: - Szok, był dla mnie autorytetem. Dopóki nie udowodni, że to
kłamstwo, co dopuszczam, nie podam mu ręki. Z
kolei rektor UG Andrzej Ceynowa według "Wprost" miał być tajnym
współpracownikiem o kryptonimie "Lek" aż do 1989 roku, inwigilował
dyplomatów i obcokrajowców mających kontakt z Uniwersytetem Gdańskim.
Dziennikarka "Wprost" nie znalazła zobowiązania podpisanego przez
profesora. Powołuje się natomiast na raport kpt. Kurkowskiego z maja 1989, w
którym znajduje się relacja "Leka" ze spotkania z amerykańskim
dyplomatą Johnem Brownem. Ceynowa miał też opowiadać bezpiece o wizycie
Dennisa Chamberlina - fotografa, który chciał zrobić fotoreportaż o Polsce,
oraz amerykańskiego profesora Kevina Lewisa u Lecha Wałęsy. Ceynowa miał
występować wtedy jako tłumacz. -
Jako pełnomocnik rektora UG ds. amerykańskiego stypendium Fullbrighta w
latach 70. nieraz byłem wzywany przez SB - powiedział "Gazecie"
profesor Ceynowa w niedzielę wieczorem, tuż po pojawieniu się artykułu na
stronie internetowej tygodnika. - Namawiano mnie do donoszenia na
uczelnianych kolegów i gości UG. Nigdy jednak nie uległem. Wczoraj
rektor UG zwołał konferencję prasową i wygłosił oświadczenie: - Nazwanie mnie
przez tygodnik "Wprost" tajnym współpracownikiem SB wyłącznie na
podstawie jednej notatki pracownika SB uważam za próbę publicznej egzekucji.
Oświadczam, że nie pracowałem, nie podjąłem służby i nie byłem świadomym i
tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy
lustracyjnej. Twierdzenie, że byłem tajnym współpracownikiem SB i
inwigilowałem dyplomatów, jest oszczerstwem. -
Pierwszy raz widzę ten dokument. Tutaj jest tylko napisane "Lek",
nie ma mojego nazwiska, skąd wniosek, że to moje relacje z pobytu
amerykańskiego dyplomaty? - pytał. - Nie przypominam sobie nikogo o nazwisku
Brown, którego miałem gościć. Nie przypominam sobie też kogo miałbym
prowadzić do Wałęsy, tym bardziej że osobiście poznałem byłego prezydenta
trzy-cztery lata temu. Rektor
zapowiedział, że nie zawiesi pełnienia funkcji. Profesor
Włodarski: nie byłem agentem
[02.04.2007] -
Wiem, że nie współpracowałem z SB, ale nie wiem, co bezpieka wyprodukowała w
moich aktach - mówi oskarżony o agenturalną przeszłość prof. Józef Włodarski,
dziekan wydziału Filologiczno-Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego. Katarzyna
Włodkowska: Współpracował pan z SB? Prof.
Józef Włodarski, dziekan wydziału Filologiczno-Historycznego UG: Nie. Według
tygodnika „Wprost” 28 września 1974 roku podpisał pan zobowiązanie do
współpracy w domu swojego kolegi - kaprala SB Andrzeja Kołkowskiego i przyjął
pseudonim Zyndran. -
(śmiech). Zapraszam 12 kwietnia na Radę Wydziału Filologiczno-Historycznego,
wtedy wszystko wyjaśnię. Przyjaźnił
się pan z Kołkowskim? -
Tak, od dzieciństwa. Podpisał
pan w jego domu oświadczenie? -
Proszę pani... To dla mnie szalenie trudne, właśnie dlatego, że był moim
przyjacielem. Wykorzystał mnie, rozumie pani? Nigdy niczego nie podpisałem,
nie brałem żadnych pieniędzy. Powiem więcej, miałem częste kontakty z
podziemiem, dlatego w latach '80 nie mogłem znaleźć pracy w szkolnictwie.
Zamiast tego zatrudniłem się w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego OHP w
Pasłęku. W tym czasie zrobiłem zaocznie doktorat na Uniwersytecie Gdańskim.
Żadna kariera naukowa, jak to określa tygodnik. Ponadto paszport otrzymałem
dopiero pod koniec lat 80. Tak się nagradza lojalnych współpracowników? „Wprost"
podaje, że po studiach trafił pan do kontrwywiadu. - Absurd. Odbębniłem
roczną służbę w wojsku i wróciłem do Pasłęka. Według "Wprost" wtedy
zacząłem posługiwać się nowym pseudonimem: TW Jan. Powiem tak, jeśli znajdzie
pani teczkę towarzysza Jana z moimi personaliami, stawiam pani kolację z
szampanem. To kompletna bzdura. Nie dziwi pani, że tygodnik nie powołuje się
na źródła - z którego IPN pochodzą teczki, jaki mają numer? W artykule przytoczone są
efekty pańskiej współpracy: rozpracowywanie środowiska gdańskich hipisów czy
grupy młodzieżowej z Elbląga. Na początku lat '70 miał Pan donosić na
17-letniego wtedy Roberta Oszczakiewicz, kolegę z Pasłęka. Rozmawiałam z nim.
Mówi, że wielokrotnie przesłuchiwało go SB, miał częste rewizje i zawsze
zastanawiało go skąd bezpieka wie tyle o jego opiniach czy pomysłach. Dodaje
jednocześnie, że były to szczeniackie wybryki i dziwi się, że ktoś nadał temu
rangę. - Powtarzam, gdyby tak było,
moje życie w latach '80 wyglądałoby inaczej. Odmówiłem SB współpracy, więc
się zemścili. Wszystko wyjaśnię na Radzie Wydziału. Dalsze kroki będą zależeć
od moich kolegów i koleżanek. Jeśli uznają, że lepiej będzie jeśli zawieszę
funkcję do czasu wyjaśnienia sprawy, tak zrobię. Nie chcę być ciężarem.
Jednak zanim się spotkamy, chcę zebrać szczegółową dokumentację, odwiedzić
IPN, obejrzeć swoją teczkę. Proszę zrozumieć, właśnie zderzyłem się ze ścianą
i próbuję wstać. Jestem w szoku. A co z informacją, że
relacjonował pan SB swoją rozmowę z konsulem generalnym Chin na temat Wałęsy? - Humbug. Chiny zawsze
były w sferze moich zainteresowań, fascynują mnie militaria Bliskiego Wschodu
oraz tajne służby do XIX wieku. Miałem wiele rozbudowanych kontaktów. Na pewno
jednak nie należałem do szaleńców, którzy robili z tego użytek i donosili za
pieniądze. - Złoży pan oświadczenia
lustracyjne? Tak. Co pan zaznaczy: że był
pan świadomym i tajnym współpracownikiem, czy nie? -
Wszystko na Radzie Wydziału. Proszę odpowiedzieć, chyba
wie pan, czy współpracował z SB, czy nie? - Wiem, że nie
współpracowałem, ale nie wiem, co wyprodukowano w aktach. Naukowcy
odpowiadają na zarzuty
[03.04.2007] Próbą
publicznej egzekucji i oszczerstwem nazwał prof. Andrzej Ceynowa, rektor
Uniwersytetu Gdańskiego, informacje tygodnika "Wprost" o tym, że
miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa. Drugi opisany przez tygodnik
gdański naukowiec, dr hab. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego,
chce się wytłumaczyć 12 kwietnia na radzie wydziału. Rektor
oświadczył, że nigdy nie współpracował z SB i skierował wniosek do
prokuratury o wszczęcie postępowania w sprawie pomówienia. Ma także zamiar
wystąpić na drogę sądową przeciwko autorce tekstu, redaktorowi naczelnemu i
wydawcy tygodnika. Ceynowa nie zamierza zawieszać pełnienia funkcji rektora. - Nigdy nie
byłem i nie jestem przeciwnikiem lustracji samej w sobie, a jedynie formy, w
jakiej jest ona przeprowadzana - pisze Ceynowa w oświadczeniu odpowiadając na
sugestie "Wprost", jakoby był przeciwnikiem lustracji, bo sam ma
coś do ukrycia. Na wczorajszym
spotkaniu z dziennikarzami rektor dostał do przeczytania od jednego z
reporterów kopię raportu z 1989 roku opisującego spotkanie TW
"Leka" z amerykańskim dyplomatą Johnem Brownem. - Bardzo
interesujące. Pierwszy raz widzę taki dokument - mówił rektor po lekturze
raportu. - Ja nie widzę, że to jestem ja. Tutaj jest napisane, że to jakiś
"Lek". Tutaj nie ma żadnego nazwiska. To jest dziwna sprawa. Opisane tam
spotkanie z Lechem Wałęsą jest także zaskoczeniem dla prof. Ceynowy.- W
latach 80. nie miałem żadnego kontaktu z panem prezydentem Wałęsą - mówi. -
Spotkałem go dopiero osobiście 3, 4 lata temu. Wczoraj po
południu na stronie internetowej UG pojawiło się oświadczenie lustracyjne
rektora Andrzeja Ceynowy. O ile rektor UG stawia sprawę jasno, nazywając
doniesienia "Wprost" pomówieniem, to dziekan Wydziału
Filologiczno-Historycznego UG, dr hab. Józef Włodarski, unika odpowiedzi na
pytania dotyczące publikacji. Tygodnik
podaje, że dziekan miał współpracować ze służbami bezpieczeństwa od 1974 do
1989 roku. Pismo przywołuje fragmenty dokumentów, zgodnie z którymi Józef
Włodarski miał rozpracowywać „młodzież hipisowską oraz środowiska o
nastawieniu antysocjalistycznym, antykomunistycznym i antyradzieckim“. Pada
też nazwisko jednej z osób, na którą dziekan miał donosić. "Zydran
(takim pseudonimem miał się posługiwać dziekan - przyp. red.) za współpracę z
SB brał pieniądze" - pisze „Wprost“, publikując pokwitowanie odbioru 400
zł podpisane tymże pseudonimem. Tygodnik zamieszcza też z datą 23 grudnia
1974 roku "zobowiązanie do informowania Służby Bezpieczeństwa o
interesujących ją problemach", podpisane imieniem i nazwiskiem Józef
Włodarski. Według tygodnika po ukończeniu studiów dziekan miał zostać
przejęty przez II departament MSW (kontrwywiad). - Nie miałem
nic wspólnego z II departamentem. Zresztą dopiero w końcu lat 80. dostałem
paszport, a po studiach nie dostałem pracy w szkolnictwie ze względu na
pochodzenie mojej mamy. Doktorat robiłem na UG zaocznie, pracując w Pasłęku w
przedsiębiorstwie budowlanym - mówi dziekan. - Podpisał pan
zobowiązanie? - zapytaliśmy.- Odpowiedzi udzielę 12 kwietnia, na spotkaniu
rady mojego wydziału. Odpowiem na zarzuty tygodnika „Wprost“, opowiem o
wszystkim i oddam się do dyspozycji rady. Potrzebuję czasu, aby się
merytorycznie przygotować. Chcę się m.in. zapoznać z dokumentami, które ma
IPN. W artykule „Wprost“ jest wiele konfabulacji - odpowiada dziekan
Włodarski . Jak z Gombrowicza Rozmowa z Robertem Oszczakiewiczem, szefem ośrodka Monar w Gaudynku
(woj. warmińsko-mazurskie). - Pana
nazwisko pojawiło się w dokumentach IPN, które świadczą o współpracy ze
służbami bezpieczeństwa dziekana Józefa Włodarskiego. - Tak, wiem
już o tym. To dawne dzieje. Ja byłem w szkole średniej, Włodarski był starszy
ode mnie. W dodatku studiował historię i znał wschodnie sztuki walki.
Imponował mi. Teraz spotykamy się bardzo rzadko, przypadkami. - Dziekan miał
donosić na pana.- Tyle, że ze mnie nie był żaden bojownik, byłem raczej na
marginesie. Taka grupa młodych ludzi, alkohol i inne nałogi. Robiliśmy różne
prowokacje, np. ktoś ostentacyjnie wysmarkał się w czerwoną flagę. Wiele z
tych rzeczy było czystą głupotą, często sam ściągałem na siebie kłopoty. I
przez to miałem przykrości ze strony milicji. Naciski, straszenia. Musiałem
się meldować przed 22 lipca czy 1 maja. Wiedziałem, że milicja wie o mnie
dużo, podejrzewałem jednak któregoś z kolegów ze szkoły. Gdybym był jakimś
działaczem, to to, co zrobił Włodarski mógłbym nazwać zdradą. Ale ja byłem po
prostu... młody. Jeśli z tym donoszeniem jest prawda, to jest mi po prostu
przykro. Czuję się trochę jak w powieści Gombrowicza. Współpracował
czy nie?
Pełnomocnik
pomoże wyjaśnić oskarżenia wobec dr hab. Józefa Włodarskiego
[04.04.2007] W wyjaśnianiu
rzekomej współpracy ze służbami bezpieczeństwa dziekanowi Uniwersytetu
Gdańskiego, dr hab. Józefowi Włodarskiemu, pomoże pełnomocnik prawny. Dziś
dziekan zamierza wybrać się do Instytutu Pamięci Narodowej, by zapoznać się z
dokumentami dotyczącymi jego osoby. Poniedziałkowy
"Wprost" zarzucił dziekanowi Wydziału Filogiczno-Historycznego UG,
dr hab. Józefowi Włodarskiemu, że od 1974 do 1989 roku współpracował ze
służbami bezpieczeństwa. Podobny zarzut ze strony pisma padł pod adresem
rektora UG, dr hab. Andrzeja Ceynowy. Rektor kategorycznie zaprzeczył
doniesieniom tygodnika i poinformował, że poda do sądu autorkę tekstu i
wydawców. Włodarski
również zaprzeczył, ale zapowiedział, że na zarzuty odpowie 12 kwietnia, na
radzie swojego wydziału. - Potrzebuję
czasu, aby się merytorycznie przygotować. W artykule "Wprost" jest
wiele konfabulacji. Chcę się m.in. zapoznać z dokumentami, które ma IPN.
Wybieram się tam w środę. Poza tym chcę pozyskać dokumenty z innych źródeł -
stwierdził Włodarski. Wczoraj
dziekan postanowił też ustanowić pełnomocnika prawnego, który ma mu pomagać w
tej sprawie. My próbowaliśmy skontaktować się z Andrzejem Kołkowskim, byłym
pracownikiem służb bezpieczeństwa, który - według "Wprost", miał
prowadzić Włodarskiego. W czasach licealnych był przyjacielem Włodarskiego.
Teraz Kołkowski prawdopodobnie jest za granicą. - W czasach
szkolnych mieszkali jakieś 150 metrów od siebie. Chodziliśmy wszyscy razem do
jedynego wtedy w mieście liceum - opowiada inny pasłęczanin, dziś senator
PiS, Sławomir Sadowski. - Nie pamiętam, kiedy Kołkowski zaczął pracę w SB,
ale gdy to się stało, wiedział o tym cały Pasłęk. To małe miasteczko, każdy
wie, gdzie kto pracuje. A ja z Włodarskim razem studiowałem historię -
zaczynaliśmy na jednym roku. Co sądzę o doniesieniach "Wprost"? Nie
wiem, to wszystko trzeba sprawdzić. |