Komisja diecezjalna bada akta IPN

Odsłona twarzy gdańskiej bezpieki

Wprost": rektor UG współpracował z SB

Wprost": nie chcą lustracji na uniwersytecie bo współpracowali

Przeciwnicy lustracji agentami?

Rektor Ceynowa: Te oskarżenia to oszczerstwo

Profesor Włodarski: nie byłem agentem

Naukowcy odpowiadają na zarzuty

Współpracował czy nie?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz powiekszenie

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

kraj_a_7-1.F.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

http://img.naszemiasto.pl/grafika2/nowy/64/40_717053_1_m_9294.jpg

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- To jest dziwna sprawa - stwierdził prof. Ceynowa, gdy zobaczył kopię raportu z 1989 roku.

 

Strona główna

Serwis Pomorski

Lustracja księży i naukowców

Komisja diecezjalna bada akta IPN

[09.03.2007]

 

Komisję naukową ds. badania materiałów IPN dotyczących współpracy księży archidiecezji gdańskiej ze Służbą Bezpieczeństwa PRL  powołał  ks. arcybiskupa Tadeusz Gocłowski jesienią ubiegłego roku. Ale jej praca jednak rozwija się  dość powoli – wynika z publikacji w „Dzienniku Bałtyckim” z 9 marca 2007 r., któremu informacji na ten temat udzielił  rzecznik prasowy komisji, dr Andrzej Drzycimski.

Członkowie komisji spotkali się trzykrotnie. Otrzymali już materiały z IPN dotyczące prowadzonej w latach 80. akcji „Zorza II” i je analizują. Nie wiadomo jednak ile jeszcze materiałów uda się zebrać, bo dokumenty dotyczące kościoła gdańskiego zostały w znacznym stopniu zniszczone.

Przewodniczącym komisji jest biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej ks. Ryszard Kasyna, a jego zastępcami ks. infułat Stanisław Bogdanowicz, proboszcz bazyliki Mariackiej w Gdańsku i dr Andrzej Drzycimski, historyk. Członkami komisji są też ks. Sławomir Decowski, ks. Maciej Kwiecień, archiwista diecezjalny, oraz Adam Hlebowicz, dyrektor generalny gdańskiego Radia Plus.

Komisja powstała po tym gdy ks. Henryk Jankowski ujawnił nazwiska zajmujących się nim współpracowników SB, a wśród nich 9 duchownych. W lutym 2007 r. ukazała się książka historyka Petera Rajny pt. „Teczka ks. Jankowskiego. Agenci SB w Kurii Gdańskiej”. Została ona oparta na dokumentach akcji „Zorza II” z lat 1986-1987., związanej z papieską pielgrzymką do Gdańska. W książce są notatki z rozmów oficerów SB z gdańskimi duchownymi, a m.in. z księdzem Wiesławem Lauerem, wikariuszem generalnym kurii gdańskiej.

Dr Andrzej Drzycimski stwierdził, że  gdańska komisja diecezjalna zamierza wydać książkę z wynikami swoich badań i zbiorem dokumentów. Nie wiadomo jednak kiedy będzie to możliwe. (H.G.)

Odsłona twarzy gdańskiej bezpieki

[16.3.2007]

 

W wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego”  z 16 marca 2007 r. dr Sławomir  Cenckiewicz, naczelnik Biura Edukacji Publicznej w Oddziale IPN w Gdańsku, przedstawił wiele szczegółowych informacji o działalności służby bezpieczeństwa w Gdańsku jej kierowniczych funkcjonariuszy w o0kresie PRL.

Wobec postawienia przez dziennikarkę, Barbarę Szczepułę, kwestii anonimowości esbeków, ich spokojnego życia, wysokich emerytur czy zarobków, dr Cenckiewicz powiedział:

- Ten spokój to już przeszłość, bo dzięki IPN funkcjonariusze byłej SB przestają być anonimowi. Ukazały się dwa tomy odtwarzające obsadę kadrową UB/SB w latach 1944-1975, niebawem ukaże się tom obejmujący okres 1975-1990. Ponadto nakładem IPN opublikowano pierwsze informatory personalne z biogramami i fotografiami funkcjonariuszy SB. W różnych miastach IPN przygotowuje wystawy z cyklu „Twarze bezpieki”. Niebawem gdański IPN zaprezentuje wystawę „Twarze gdańskiej bezpieki 1945-1990” w Centrum Manhattan w Gdańsku Wrzeszczu. W tych sprawach nic nie może być ukryte. Musimy poznać tych, którzy zwalczali Kościół katolicki i niszczyli aspiracje niepodległościowe Polaków.

 

Wprost": rektor UG współpracował z SB

[01.04.2007]

 

Tygodnik "Wprost": Prof. Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego i prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału filologiczno-historycznego gdańskiej uczelni, współpracowali z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa. Obaj profesorowie byli w ostatnich dniach organizatorami antylustracyjnego buntu na polskich uczelniach. Materiał tygodnik opublikował na swojej stronie internetowej.

Andrzej Ceynowa, rektor UG: - Nigdy nie współpracował ze Służbami Bezpieczeństwa. To oszczerstwo. Jako pełnomocnik rektora UG ds. amerykańskiego stypendium Fullbrighta w drugiej połowie lat 70. nieraz byłem wzywany przez SB. Opiekowałem się w końcu zagranicznymi wykładowcami, sam kilka razy wyjechałem do USA. Namawiano mnie do donoszenia na uczelnianych kolegów i gości UG. Funkcjonariusze SB szybko jednak zrozumieli, że żaden ze mnie pożytek, bo o przesłuchaniach natychmiast opowiadałem. Nigdy nie podpisałem żadnego zobowiązania. Sytuacje, które opisuje tygodnik "Wprost" to kompletna bzdura. Dziennikarka która pytała mnie o szczegóły opisane w raporcie jednego z funkcjonariuszy, sama przyznała, że nie znalazła w aktach lojalki z moim podpisem. Niech moim komentarzem będzie zapewnienie: Spotkam się z tygodnikiem w sądzie.

 

Wprost": nie chcą lustracji na uniwersytecie bo współpracowali

[01.04.2007]

TW Lek i TW Zydran
 

Wczoraj na swojej stronie internetowej tygodnik "Wprost" podał, że prof. Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego, i prof. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego gdańskiej uczelni, współpracowali z SB. Obaj sprzeciwiają się lustracji.

Według tygodnika Włodarski i Ceynowa byli tajnymi współpracownikami służb aż do końca PRL. Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy jako student w 1974 r. Miał rozpracowywać młodzież hipisowską oraz środowiska o nastawieniu antykomunistycznym. Przyjął pseudonim Zydran. Włodarski za współpracę z SB miał brać pieniądze. Po ukończeniu studiów przejął go Departament II MSW -kontrwywiad. Wtedy zaczął się posługiwać pseudonimem Jan.

 

Zemsta pracowników IPN?

 

Włodarski zaprzecza, że współpracował z bezpieką. Uważa, że artykuł we "Wprost" to zemsta pracowników IPN za to, iż krytykuje lustrację.

Według tygodnika prof. Andrzej Ceynowa pracował dla kontrwywiadu jako TW Lek - m.in. relacjonował swoje rozmowy z goszczącymi w Gdańsku Amerykanami. Ceynowa po ukończeniu anglistyki wyjeżdżał często do USA. W czasie stanu wojennego przez rok przebywał w renomowanym Yale University.

Archiwa IPN są otwarte dla dziennikarzy od 15 marca. Czy "Wprost" mógł wciągu dwóch tygodni zdobyć materiały archiwalne na temat Ceynowy i Włodarskiego? Z informacji "Rz" wynika, że zachowana dokumentacja byłej SB dotycząca TW Lek jest niewielka. Fakt samej rejestracji wlatach80. jest bezsporny. Nie wiadomo, czy zachowały się zobowiązanie do współpracy, teczka pracy, teczka personalna i dokumentacja funduszu operacyjnego.

Ostatnio o Ceynowie zrobiło się głośno 21 marca, przy okazji lustracji naukowców. Profesor wpadł na "fortel lustracyjny". Na czym miałby polegać? Tych naukowców,którzy nie chcieliby się zlustrować, mógłby na ich życzenie przekwalifikować na asystenta. A asystenci nie podlegają lustracji. - Ta forma lustracji jest niesprawiedliwa -mówił kilka dni temu Ceynowa "Gazecie Wyborczej".

Prof. Józef Włodarski także w "Gazecie Wyborczej" mówił: - IPN nie może być po tylu latach wyrocznią. Archiwa są niewiarygodne.

Jeszcze przed ujawnieniem rewelacji "Wprost" gdański poseł PiS Jacek Kurski zwołał konferencję prasową. Wezwał TW Zydran i TW Lek do ujawnienia - ale nie podał, o kogo chodzi. - Nie może być tak, że pod pozorem buntu wykształciuchów unikną lustracji ludzie zamieszani we współpracę z bezpieką - powiedział "Rz" Kurski. - Ta sprawa pokazuje, że ludzie przeciwni lustracji tak naprawdę bronią swojej skóry.

Prof. Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego i prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału filologiczno-historycznego gdańskiej uczelni, współpracowali z PRL-owską Służbą Bezpieczeństwa – wynika z dokumentów, do których dotarł "Wprost", i o których pisze na swojej stronie internetowej.

Obaj profesorowie byli w ostatnich dniach organizatorami antylustracyjnego buntu na polskich uczelniach - przypomina we "Wprost" Dorota Kania.

Włodarski wraz z Ceynową inicjowali uchwalenie przez Konferencję Rektorów Akademickich Szkół Polskich stanowiska potępiającego lustrację na uniwersytetach. Prof. Ceynowa jest nawet twórcą tzw. antylustracyjnego fortelu akademickiego. Polega on na tym, że profesorowie objęci lustracją na własną prośbę będą przenoszeni na funkcję asystenta. A asystenci lustracji nie podlegają. Okazuje się, że przywódcy antylustracyjnego frontu wśród akademików mają osobiste powody, by się bać ujawnienia zasobów IPN. Z dokumentów, do jakich dotarł "Wprost", wynika, że profesorowie Włodarski i Ceynowa byli tajnymi współpracownikami tajnych służb PRL. Obaj współpracowali z bezpieką do końca istnienia PRL - ostatnie raporty pochodzą z 1989 r. Przyjmował je, podobnie jak od innych agentów uplasowanych wśród trójmiejskich naukowców, znany w Gdańsku ppłk Henryk Łapuszek.

Józef Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28 września 1974 r. Studiował wtedy na czwartym roku historii Uniwersytetu Gdańskiego. Miał rozpracowywać „młodzież hippisowską oraz środowiska o nastawieniu antysocjalistycznym, antykomunistycznym i antyradzieckim”. Przyjął pseudonim Zydran.

Jakie były efekty współpracy Włodarskiego z bezpieką? Rozpracowywał on m.in. środowisko gdańskich hipisów, mówił, skąd biorą narkotyki, opowiadał też o handlu walutą i grupie młodzieżowej z Elbląga, posiadającej ponoć broń. Na swojego kolegę Roberta Oszczakiewicza doniósł, że ten posiada amerykańską flagę i chce ją wywiesić 1 maja. Mówił, że jego zachowanie jest "wyzywające w stosunku do partii i rządu". Oszczakiewicz miał też sprofanować pasłęcki Pomnik Wdzięczności przez… "nałożenie prezerwatywy na hełm żołnierza Armii Czerwonej".

Zydran za współpracę z SB brał pieniądze: w aktach zachowało się pokwitowanie odbioru 400 zł z 23 grudnia 1974 r. Po ukończeniu studiów Włodarskiego przejął Departament II MSW - kontrwywiad. Wtedy zaczął się on posługiwać pseudonimem Jan. Donosił, robiąc jednocześnie karierę naukowca na Uniwersytecie Gdańskim. "Wprost" dotarł do raportów dotyczących sprawy obiektowej o kryptonimie "Zalew", które składał funkcjonariuszom kontrwywiadu SB. W marcu 1988 r. TW Jan relacjonował m.in. bezpiece swoją rozmowę z konsulem generalnym Chin na temat Lecha Wałęsy.

- Nie współpracowałem z bezpieką. Miałem z nią częste kontakty, ale tylko dlatego, że z nią walczyłem. Nie podpisywałem żadnego zobowiązania i nie brałem pieniędzy. Wszystko jest sfałszowane – ocenia w rozmowie z "Wprost" prof. Włodarski. - Przedstawianie mojej osoby jako tajnego współpracownika jest zemstą panów z IPN za to, że krytykuję lustrację – dodaje.

Z dokumentów, do których dotarł "Wprost", wynika, że tajnym współpracownikiem SB o kryptonimie Lek był prof. Andrzej Ceynowa, dziś rektor Uniwersytetu Gdańskiego, w latach 80. kontaktujący się z Lechem Wałęsą. Na potrzeby bezpieki inwigilował on dyplomatów i obcokrajowców, mających kontakt z Uniwersytetem Gdańskim. "Wprost" dotarł do raportu, sporządzonego przez funkcjonariusza kontrwywiadu kpt. Kurkowskiego w maju 1989 r. na podstawie informacji dostarczonych przez agenta Leka. Ceynowa relacjonował swoje rozmowy z goszczącym w Gdańsku amerykańskim dyplomatą Johnem Brownem. Był on u Ceynowy w domu na kolacji. Profesor opowiadał też o wizycie w Trójmieście Dennisa Chamberlina, amerykańskiego fotografa, który chciał zrobić fotoreportaż o Polsce. Opisywał też wizytę amerykańskiego profesora Kevina Lewisa u Lecha Wałęsy, podczas której Ceynowa występował jako tłumacz. „Wałęsa zachowywał się bardzo nietaktownie wobec Amerykanina. Zbył go, rozmawiając z nim zaledwie ok. 2 minut, po czym prawie wyprosił Kevina ze swojego biura. Powyższa sytuacja i zachowanie Wałęsy zrobiły na amerykańskim naukowcu szokujące wrażenie” - donosił Ceynowa.

- Organizowałem spotkania na Uniwersytecie Gdańskim i podejmowałem zagranicznych gości u siebie w domu. Kilka razy byłem też w biurze Lecha Wałęsy jako tłumacz. Jednak żadnego z tych nazwisk nie pamiętam - mówi "Wprost" Ceynowa. Zaprzecza również, że współpracował z SB. - Żadnego zobowiązania nigdy nie podpisałem - ucina.

Więcej o współpracy gdańskich profesorów ze Służbą Bezpieczeństwa, a także dokumenty dotyczące ich związków z bezpieką, w najbliższym numerze tygodnika „Wprost”

 

Przeciwnicy lustracji agentami?

 

Czy dwaj profesorowie Uniwersytetu Gdańskiego, przeciwnicy lustracji, mogli pracować dla PRL-owskich służb? Tak twierdzi tygodnik "Wprost". Obaj naukowcy zaprzeczają

Spór o lustrację z tygodnia na tydzień nabiera rumieńców. Senaty kilku wyższych uczelni nie zostawiły na ustawie lustracyjnej suchej nitki. Podobnie organizacje zrzeszające rektorów (Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Konferencja Rektorów Uniwersytetów Polskich). Wszyscy uznali, że ustawa lustracyjna budzi wątpliwości konstytucyjne i etyczne.

Ale coraz głośniej odzywają się naukowcy, którzy popierają ustawę. W ubiegłym tygodniu41 pracowników naukowych UW napisało list, w którym uznali, że Senat UW wikła środowisko akademickie w politykę i sugeruje jego jednolitą postawę wobec lustracji - co według nich nie jest zgodne z prawdą.

Również rada naukowa Instytutu Badań Literackich PAN przyjęła uchwałę, w której uznała ustawę lustracyjną za sprzeczną "z duchem litery demokratycznego państwa". I tu votum separatum zgłosiło czworo wybitnych profesorów.

Nie mamy się czego wstydzić

Do listu 41 naukowców UW (popierających lustrację) dopisały się kolejne 33 osoby. W Krakowie swój własny list napisało 48 pracowników naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy złożyli już oświadczenia lustracyjne. Dlaczego? "(...) Uczyniliśmy tak nie tylko z tego powodu, że nie mamy się czego wstydzić, ale przede wszystkim dlatego, iż uważamy, że tak pracodawca, jak młodsi koledzy i studenci mają prawo wiedzieć, jak postępowaliśmy niegdyś jako osoby prywatne oraz jako nauczyciele akademiccy związani etyką zawodową i obywatelską" - napisali.

Z osobnym apelem do pracowników naukowych o jak najszybsze podpisanie oświadczeń lustracyjnych -dla przywrócenia autorytetu nauki i wiarygodności pracowników naukowych - zwrócili się w piątek prof. Barbara Otwinowska, prof. Anna Pawełczyńska, prof. Jacek Przygodzki i prof. Elżbieta Rekłajtis.

19 kwietnia o tym, jak powinna przebiegać lustracja uczonych, rektorzy mają rozmawiać z prezydentem Lechem Kaczyńskim..

 

Rektor Ceynowa: Te oskarżenia to oszczerstwo

[02.04.2007]

 

- W związku z pomówieniem zamieszczonym w tygodniku "Wprost" złożyłem zawiadomienie do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie - zapowiada Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego. Do współpracy z SB nie przyznaje się też drugi bohater artykułu - prof. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego

Agenturalną przeszłość wykładowcom UG zarzucił tygodnik "Wprost". W artykule "Agenci w gronostajach" przekonuje, że rektor Ceynowa i profesor Włodarski byli tajnymi współpracownikami służb PRL. Dlatego - zdaniem autorów - oburzali się, że nowa ustawa lustracyjna wymaga złożenia oświadczeń lustracyjnych przez wyższą kadrę akademicką i zainicjowali uchwałę Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich potępiającą lustrację.- To bzdury - odpowiadają bohaterowie artykułu.

Według "Wprost" prof. Włodarski podpisał zobowiązanie do współpracy 28 września 1974 roku. Studiował wtedy na czwartym roku historii UG. "Opiekować się" nim miał Andrzej Kołkowski, kapral SB i przyjaciel z dzieciństwa. Kołkowski powierzył Włodarskiemu rozpracowywanie "młodzieży hipisowskiej oraz środowiska o nastawieniu antysocjalistycznym, antykomunistycznym i antyradzieckim" i nadał pseudonim "Zydran".

"Zydran" miał za pieniądze opowiadać, m.in., skąd hipisi biorą narkotyki i donosić na swojego kolegę z rodzinnego Pasłęka - 17-letniego wtedy Roberta Oszczakiewicza. - Nigdy bym tego nie zrobił. Wszystko wyjaśnię na radzie wydziału 12 kwietnia. Zostałem wrobiony - twierdzi profesor Włodarski. Oszczakiewicz: - Szok, był dla mnie autorytetem. Dopóki nie udowodni, że to kłamstwo, co dopuszczam, nie podam mu ręki.

Z kolei rektor UG Andrzej Ceynowa według "Wprost" miał być tajnym współpracownikiem o kryptonimie "Lek" aż do 1989 roku, inwigilował dyplomatów i obcokrajowców mających kontakt z Uniwersytetem Gdańskim. Dziennikarka "Wprost" nie znalazła zobowiązania podpisanego przez profesora. Powołuje się natomiast na raport kpt. Kurkowskiego z maja 1989, w którym znajduje się relacja "Leka" ze spotkania z amerykańskim dyplomatą Johnem Brownem. Ceynowa miał też opowiadać bezpiece o wizycie Dennisa Chamberlina - fotografa, który chciał zrobić fotoreportaż o Polsce, oraz amerykańskiego profesora Kevina Lewisa u Lecha Wałęsy. Ceynowa miał występować wtedy jako tłumacz.

- Jako pełnomocnik rektora UG ds. amerykańskiego stypendium Fullbrighta w latach 70. nieraz byłem wzywany przez SB - powiedział "Gazecie" profesor Ceynowa w niedzielę wieczorem, tuż po pojawieniu się artykułu na stronie internetowej tygodnika. - Namawiano mnie do donoszenia na uczelnianych kolegów i gości UG. Nigdy jednak nie uległem.

Wczoraj rektor UG zwołał konferencję prasową i wygłosił oświadczenie: - Nazwanie mnie przez tygodnik "Wprost" tajnym współpracownikiem SB wyłącznie na podstawie jednej notatki pracownika SB uważam za próbę publicznej egzekucji. Oświadczam, że nie pracowałem, nie podjąłem służby i nie byłem świadomym i tajnym współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu ustawy lustracyjnej. Twierdzenie, że byłem tajnym współpracownikiem SB i inwigilowałem dyplomatów, jest oszczerstwem.

Prof. Ceynowa zapowiedział, że pozwie autorkę tekstu, redaktora naczelnego tygodnika i wydawcę. Po odczytaniu oświadczenia nie chciał odpowiadać na pytania. Nie wytrzymał, gdy dziennikarz TVN pokazał rektorowi kopię raportu SB.

- Pierwszy raz widzę ten dokument. Tutaj jest tylko napisane "Lek", nie ma mojego nazwiska, skąd wniosek, że to moje relacje z pobytu amerykańskiego dyplomaty? - pytał. - Nie przypominam sobie nikogo o nazwisku Brown, którego miałem gościć. Nie przypominam sobie też kogo miałbym prowadzić do Wałęsy, tym bardziej że osobiście poznałem byłego prezydenta trzy-cztery lata temu.

Rektor zapowiedział, że nie zawiesi pełnienia funkcji.

 

Profesor Włodarski: nie byłem agentem

[02.04.2007]

 

- Wiem, że nie współpracowałem z SB, ale nie wiem, co bezpieka wyprodukowała w moich aktach - mówi oskarżony o agenturalną przeszłość prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału Filologiczno-Historycznego Uniwersytetu Gdańskiego.

Katarzyna Włodkowska: Współpracował pan z SB?

Prof. Józef Włodarski, dziekan wydziału Filologiczno-Historycznego UG: Nie.

Według tygodnika „Wprost” 28 września 1974 roku podpisał pan zobowiązanie do współpracy w domu swojego kolegi - kaprala SB Andrzeja Kołkowskiego i przyjął pseudonim Zyndran.

- (śmiech). Zapraszam 12 kwietnia na Radę Wydziału Filologiczno-Historycznego, wtedy wszystko wyjaśnię.

Przyjaźnił się pan z Kołkowskim?

- Tak, od dzieciństwa.

Podpisał pan w jego domu oświadczenie?

- Proszę pani... To dla mnie szalenie trudne, właśnie dlatego, że był moim przyjacielem. Wykorzystał mnie, rozumie pani? Nigdy niczego nie podpisałem, nie brałem żadnych pieniędzy. Powiem więcej, miałem częste kontakty z podziemiem, dlatego w latach '80 nie mogłem znaleźć pracy w szkolnictwie. Zamiast tego zatrudniłem się w Przedsiębiorstwie Budownictwa Rolniczego OHP w Pasłęku. W tym czasie zrobiłem zaocznie doktorat na Uniwersytecie Gdańskim. Żadna kariera naukowa, jak to określa tygodnik. Ponadto paszport otrzymałem dopiero pod koniec lat 80. Tak się nagradza lojalnych współpracowników?

„Wprost" podaje, że po studiach trafił pan do kontrwywiadu.

- Absurd. Odbębniłem roczną służbę w wojsku i wróciłem do Pasłęka. Według "Wprost" wtedy zacząłem posługiwać się nowym pseudonimem: TW Jan. Powiem tak, jeśli znajdzie pani teczkę towarzysza Jana z moimi personaliami, stawiam pani kolację z szampanem. To kompletna bzdura. Nie dziwi pani, że tygodnik nie powołuje się na źródła - z którego IPN pochodzą teczki, jaki mają numer?

W artykule przytoczone są efekty pańskiej współpracy: rozpracowywanie środowiska gdańskich hipisów czy grupy młodzieżowej z Elbląga. Na początku lat '70 miał Pan donosić na 17-letniego wtedy Roberta Oszczakiewicz, kolegę z Pasłęka. Rozmawiałam z nim. Mówi, że wielokrotnie przesłuchiwało go SB, miał częste rewizje i zawsze zastanawiało go skąd bezpieka wie tyle o jego opiniach czy pomysłach. Dodaje jednocześnie, że były to szczeniackie wybryki i dziwi się, że ktoś nadał temu rangę.

- Powtarzam, gdyby tak było, moje życie w latach '80 wyglądałoby inaczej. Odmówiłem SB współpracy, więc się zemścili. Wszystko wyjaśnię na Radzie Wydziału. Dalsze kroki będą zależeć od moich kolegów i koleżanek. Jeśli uznają, że lepiej będzie jeśli zawieszę funkcję do czasu wyjaśnienia sprawy, tak zrobię. Nie chcę być ciężarem. Jednak zanim się spotkamy, chcę zebrać szczegółową dokumentację, odwiedzić IPN, obejrzeć swoją teczkę. Proszę zrozumieć, właśnie zderzyłem się ze ścianą i próbuję wstać. Jestem w szoku.

A co z informacją, że relacjonował pan SB swoją rozmowę z konsulem generalnym Chin na temat Wałęsy?

- Humbug. Chiny zawsze były w sferze moich zainteresowań, fascynują mnie militaria Bliskiego Wschodu oraz tajne służby do XIX wieku. Miałem wiele rozbudowanych kontaktów. Na pewno jednak nie należałem do szaleńców, którzy robili z tego użytek i donosili za pieniądze.

- Złoży pan oświadczenia lustracyjne?

Tak.

Co pan zaznaczy: że był pan świadomym i tajnym współpracownikiem, czy nie? - Wszystko na Radzie Wydziału.

Proszę odpowiedzieć, chyba wie pan, czy współpracował z SB, czy nie?

- Wiem, że nie współpracowałem, ale nie wiem, co wyprodukowano w aktach.

 

Naukowcy odpowiadają na zarzuty

[03.04.2007]

Próbą publicznej egzekucji i oszczerstwem nazwał prof. Andrzej Ceynowa, rektor Uniwersytetu Gdańskiego, informacje tygodnika "Wprost" o tym, że miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa. Drugi opisany przez tygodnik gdański naukowiec, dr hab. Józef Włodarski, dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego, chce się wytłumaczyć 12 kwietnia na radzie wydziału.

Rektor oświadczył, że nigdy nie współpracował z SB i skierował wniosek do prokuratury o wszczęcie postępowania w sprawie pomówienia. Ma także zamiar wystąpić na drogę sądową przeciwko autorce tekstu, redaktorowi naczelnemu i wydawcy tygodnika. Ceynowa nie zamierza zawieszać pełnienia funkcji rektora.

- Nigdy nie byłem i nie jestem przeciwnikiem lustracji samej w sobie, a jedynie formy, w jakiej jest ona przeprowadzana - pisze Ceynowa w oświadczeniu odpowiadając na sugestie "Wprost", jakoby był przeciwnikiem lustracji, bo sam ma coś do ukrycia.

Na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami rektor dostał do przeczytania od jednego z reporterów kopię raportu z 1989 roku opisującego spotkanie TW "Leka" z amerykańskim dyplomatą Johnem Brownem. - Bardzo interesujące. Pierwszy raz widzę taki dokument - mówił rektor po lekturze raportu. - Ja nie widzę, że to jestem ja. Tutaj jest napisane, że to jakiś "Lek". Tutaj nie ma żadnego nazwiska. To jest dziwna sprawa.

Opisane tam spotkanie z Lechem Wałęsą jest także zaskoczeniem dla prof. Ceynowy.- W latach 80. nie miałem żadnego kontaktu z panem prezydentem Wałęsą - mówi. - Spotkałem go dopiero osobiście 3, 4 lata temu.

Wczoraj po południu na stronie internetowej UG pojawiło się oświadczenie lustracyjne rektora Andrzeja Ceynowy. O ile rektor UG stawia sprawę jasno, nazywając doniesienia "Wprost" pomówieniem, to dziekan Wydziału Filologiczno-Historycznego UG, dr hab. Józef Włodarski, unika odpowiedzi na pytania dotyczące publikacji.

Tygodnik podaje, że dziekan miał współpracować ze służbami bezpieczeństwa od 1974 do 1989 roku. Pismo przywołuje fragmenty dokumentów, zgodnie z którymi Józef Włodarski miał rozpracowywać „młodzież hipisowską oraz środowiska o nastawieniu antysocjalistycznym, antykomunistycznym i antyradzieckim“. Pada też nazwisko jednej z osób, na którą dziekan miał donosić. "Zydran (takim pseudonimem miał się posługiwać dziekan - przyp. red.) za współpracę z SB brał pieniądze" - pisze „Wprost“, publikując pokwitowanie odbioru 400 zł podpisane tymże pseudonimem. Tygodnik zamieszcza też z datą 23 grudnia 1974 roku "zobowiązanie do informowania Służby Bezpieczeństwa o interesujących ją problemach", podpisane imieniem i nazwiskiem Józef Włodarski. Według tygodnika po ukończeniu studiów dziekan miał zostać przejęty przez II departament MSW (kontrwywiad).

- Nie miałem nic wspólnego z II departamentem. Zresztą dopiero w końcu lat 80. dostałem paszport, a po studiach nie dostałem pracy w szkolnictwie ze względu na pochodzenie mojej mamy. Doktorat robiłem na UG zaocznie, pracując w Pasłęku w przedsiębiorstwie budowlanym - mówi dziekan.

- Podpisał pan zobowiązanie? - zapytaliśmy.- Odpowiedzi udzielę 12 kwietnia, na spotkaniu rady mojego wydziału. Odpowiem na zarzuty tygodnika „Wprost“, opowiem o wszystkim i oddam się do dyspozycji rady. Potrzebuję czasu, aby się merytorycznie przygotować. Chcę się m.in. zapoznać z dokumentami, które ma IPN. W artykule „Wprost“ jest wiele konfabulacji - odpowiada dziekan Włodarski

.

Jak z Gombrowicza

Rozmowa z Robertem Oszczakiewiczem, szefem ośrodka Monar w Gaudynku (woj. warmińsko-mazurskie).

 

- Pana nazwisko pojawiło się w dokumentach IPN, które świadczą o współpracy ze służbami bezpieczeństwa dziekana Józefa Włodarskiego.

- Tak, wiem już o tym. To dawne dzieje. Ja byłem w szkole średniej, Włodarski był starszy ode mnie. W dodatku studiował historię i znał wschodnie sztuki walki. Imponował mi. Teraz spotykamy się bardzo rzadko, przypadkami.

- Dziekan miał donosić na pana.- Tyle, że ze mnie nie był żaden bojownik, byłem raczej na marginesie. Taka grupa młodych ludzi, alkohol i inne nałogi. Robiliśmy różne prowokacje, np. ktoś ostentacyjnie wysmarkał się w czerwoną flagę. Wiele z tych rzeczy było czystą głupotą, często sam ściągałem na siebie kłopoty. I przez to miałem przykrości ze strony milicji. Naciski, straszenia. Musiałem się meldować przed 22 lipca czy 1 maja. Wiedziałem, że milicja wie o mnie dużo, podejrzewałem jednak któregoś z kolegów ze szkoły. Gdybym był jakimś działaczem, to to, co zrobił Włodarski mógłbym nazwać zdradą. Ale ja byłem po prostu... młody. Jeśli z tym donoszeniem jest prawda, to jest mi po prostu przykro. Czuję się trochę jak w powieści Gombrowicza.

 

Współpracował czy nie?

Pełnomocnik pomoże wyjaśnić oskarżenia wobec dr hab. Józefa Włodarskiego

[04.04.2007]

W wyjaśnianiu rzekomej współpracy ze służbami bezpieczeństwa dziekanowi Uniwersytetu Gdańskiego, dr hab. Józefowi Włodarskiemu, pomoże pełnomocnik prawny. Dziś dziekan zamierza wybrać się do Instytutu Pamięci Narodowej, by zapoznać się z dokumentami dotyczącymi jego osoby.

Poniedziałkowy "Wprost" zarzucił dziekanowi Wydziału Filogiczno-Historycznego UG, dr hab. Józefowi Włodarskiemu, że od 1974 do 1989 roku współpracował ze służbami bezpieczeństwa. Podobny zarzut ze strony pisma padł pod adresem rektora UG, dr hab. Andrzeja Ceynowy. Rektor kategorycznie zaprzeczył doniesieniom tygodnika i poinformował, że poda do sądu autorkę tekstu i wydawców.

Włodarski również zaprzeczył, ale zapowiedział, że na zarzuty odpowie 12 kwietnia, na radzie swojego wydziału.

- Potrzebuję czasu, aby się merytorycznie przygotować. W artykule "Wprost" jest wiele konfabulacji. Chcę się m.in. zapoznać z dokumentami, które ma IPN. Wybieram się tam w środę. Poza tym chcę pozyskać dokumenty z innych źródeł - stwierdził Włodarski.

Wczoraj dziekan postanowił też ustanowić pełnomocnika prawnego, który ma mu pomagać w tej sprawie. My próbowaliśmy skontaktować się z Andrzejem Kołkowskim, byłym pracownikiem służb bezpieczeństwa, który - według "Wprost", miał prowadzić Włodarskiego. W czasach licealnych był przyjacielem Włodarskiego. Teraz Kołkowski prawdopodobnie jest za granicą.

- W czasach szkolnych mieszkali jakieś 150 metrów od siebie. Chodziliśmy wszyscy razem do jedynego wtedy w mieście liceum - opowiada inny pasłęczanin, dziś senator PiS, Sławomir Sadowski. - Nie pamiętam, kiedy Kołkowski zaczął pracę w SB, ale gdy to się stało, wiedział o tym cały Pasłęk. To małe miasteczko, każdy wie, gdzie kto pracuje. A ja z Włodarskim razem studiowałem historię - zaczynaliśmy na jednym roku. Co sądzę o doniesieniach "Wprost"? Nie wiem, to wszystko trzeba sprawdzić.