Metropolia Trójmiasto

Gdańsk czy Trójmiasto? Pomorze czy Wybrzeże?

Jak promuje się Gdańsk, Gdynia i Sopot

W Gdyni chcą ulicy Kuronia

II Kongres Obywatelski na 1000 uczestników

Bliżej do metropolii Gdańska, Gdyni i Sopotu

Prezydenci Gdańska i Gdyni o metropolii

Abp Gocłowski popiera Kartę Trójmiasta

Jan Kozłowski głosuje za Kartą Trójmiasta

Prezydenci Trójmiasta podpisali Kartę

Karta Trójmiasta rośnie w siłę

Dyskusja o współpracy Gdańska, Sopotu i Gdyni

Radni PO i PiS będą współpracować

Na Uniwersytecie Gdańskim o powołaniu metropolii

Prezydent Gdyni o ustawie o metropoliach

Ministerstwa zaakceptowały pomysł autostrady morskiej

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz powiekszenie

Paweł Adamowicz

Zobacz powiekszenie

Wojciech Szczurek

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz powiekszenie

Abp Tadeusy Koyowski

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zobacz powiekszenie

Prezydent  Sopotu Jacek Karnowaki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prezydent Gdyni Wojciech Szczurek (na pierwszym planie) uważa, że ustawa metropolitalna nie jest potrzebna. Pozostali uczestnicy debaty byli odmiennego zdania.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Strona główna

Serwis Pomorski

Henryk Galus

Gdańsk czy Trójmiasto? Pomorze czy Wybrzeże?

[10.02.2007]

Przy okazji debaty historyków i socjologów na temat tożsamości dawnych i współczesnych gdańszczan wyłonił się problem poprawności czy też adekwatności niektórych nazw miejscowych i regionalnych, stosowanych spontanicznie, wedle swobodnego uznania lub naśladownictwa, w szeroko pojętym życiu publicznym, a zwłaszcza w prasie i innych mediach.

Tak więc oficjalnie i urzędowo istnieją tylko nazwy Gdańska, Gdyni i Sopotu. A jednak obok tego jest używana, czasem rzadko czasem często, jakby poniekąd na zasadzie mody na słowo, wspólna dla tych trzech miast nazwa Trójmiasta. Opisowym pojęciem aglomeracji gdańskiej posługują się raczej specjaliści niektórych nauk społecznych.

Pojęcie Trójmiasta jest tworem powojennym. Przed wojną istniała oczywista więź Gdańska z Sopotem. Gdynia zaś powstawała jako polski podmiot miejski konkurencyjny wobec przeważającego wówczas niemieckiego charakteru Gdańska i Sopotu. Doprowadzenie do niemal pełnej jednorodności narodowo-kulturowej ludności tych trzech miast w ciągu kilku powojennych lat niewątpliwie stanowiło ważną przesłankę zbliżenia tych zbiorowości, choć względy ideologiczne nowego ustroju w Polsce obracały się wtedy przeciw Gdyni, uznanej za symbol zniesionego systemu.

Odżywanie i zanikanie w języku potocznym określenia Trójmiasto często wynikało z bardzo instrumentalnego i koniunkturalnego traktowania przez władze powiązania trzech miast i ich mieszkańców. Tendencja integracyjna przeplatała się z celowym antagonizowaniem mieszkańców Gdańska i Gdyni, jak to miało miejsce w roku 1970 i 1980.

Dziś można powiedzieć, że zarysowuje się pewne poczucie wspólnoty mieszkańców Gdańska, Gdyni i Sopotu. Nie razi ich nazwa Trójmiasto, choć jednocześnie gdańszczanie, gdynianie i sopocianie  wyraźne zaznaczają swą odrębność.

Nazwa Trójmiasto jest akceptowana, jak się wydaje, ze względu na swój abstrakcyjny charakter, nie naruszający wartości żadnego członu. Przyszłość można przewidzieć, badając sposób powstawania wielkich miast i utrwalania się ich nazw. Póki co jednak warto zastanowić się nad tym, w jakim kontekście można używać pojęcia Trójmiasto, a kiedy  jednak trzeba pozostać przy Gdańsku, Gdyni i Sopocie.

Innego rodzaju problem wiąże się ze stosowaniem określeń Pomorze i Wybrzeże. Są to pojęcia, rzec można,  „z innej parafii”. Nieporozumienie powstaje wtedy, gdy określeń tych używa się wymiennie na oznaczenie tego samego.

Pomorze w piśmiennictwie polskim i niemieckim ma sens konkretny i historyczny. Oznacza część lub całość jednostki geograficzno-regionalnej lub polityczno-administracyjnej, położonej między ujściem Wisły i Odry do Bałtyku a linią Warty i Noteci na południu. Natomiast pojęcie wybrzeża ma charakter ogólny i odnosi się do każdego obszaru lądu przylegającego do brzegu morza, dotyczy miejscowości nadmorskich.

Na fali powojennej euforii z powodu uzyskania przez Polskę dużego dostępu do morza, długiego wybrzeża, zaczęto je dzielić na Wybrzeże Gdańskie, Szczecińskie, Koszalińskie i jeszcze mniejsze kawałki. Stosowano te określenia poniekąd w zastępstwie pojęcia Pomorza, odnosząc się z dystansem do jego dziedzictwa cywilizacyjnego i kulturowego. Jednak stopniowo następował powrót do pierwszoplanowego znaczenia  Pomorza jako jednostki regionalnej. Znalazło to dobitny wyraz w ustanowieniu w 1999 r.  nazw dwóch województw pomorskich. Fakt ten został przyjęty z dużym zadowoleniem przez ludność rodzimą.

Pomorze jest regionem identyfikacji ponadlokalnej jego mieszkańców. Wybrzeże zaś jest obszarem kojarzonym z miejscowościami nadmorskimi, większymi i mniejszymi miastami czy gminami nadmorskimi. Potrzebny jest więc namysł dla używania nazw Pomorza i Wybrzeża zgodnie z właściwym znaczeniem  tych pojęć.

[Pierwotna publikacja tekstu: 15.06.2002]

 

Jak promuje się Gdańsk, Gdynia i Sopot

Chwalić się trzeba, ale z umiarem

 [30.03. 2007r.]

 

Z roku na rok samorządy wydają więcej na promocję miast. Coraz częściej przekonują się też, że każda złotówka wydana na budowanie wizerunku może przynieść ogromne korzyści, ale tylko pod warunkiem, że wyda się ją rozsądnie i na konkretne działania. Z tym jednak bywa różnie.

Umiejętna promocja lokalnych atrakcji przyciąga tłumy turystów, ciekawych terenów i możliwości inwestowania partnerów biznesowych. Stwierdzenie to wydaje się dość oczywiste, ale nie dla wszystkich. Jedną z podstawowych zasad marketingu jest dokładne określenie tego, co chce się promować i co chce się osiągnąć. Zdaniem znawców tematu przygotowanie takiego dokumentu jest rzeczą pierwszorzędną i wcale niełatwą. W Trójmieście taki dokument na razie posiada tylko Sopot.

- Gmina Sopot podejmuje działania promocyjne w oparciu o "Strategię marketingu turystycznego Sopotu", której założenia powstały z kolei w oparciu o "Strategię rozwoju miasta" - mówi Katarzyna Kucz-Chmielecka, naczelnik Biura Informacji i Promocji Urzędu Miasta Sopotu. - Wszystkie materiały promocyjne, inwestycyjne i informacyjne wydawane są w spójnej, jednolitej szacie graficznej. Opatrzone są logiem oraz hasłem promocyjnym "Sopot-kurort pełen życia".Gdańsk jak i Gdynia nad podobnym dokumentem dopiero pracują.

- W oparciu o współpracę z Polską Agencją Rozwoju Turystyki S.A. opracowujemy strategię turystyczną Gdyni - mówi Tomasz Banel, naczelnik Wydziału Polityki Gospodarczej i Nieruchomości Urzędu Miejskiego w Gdyni. - To jednak nie oznacza, że wcześniej działaliśmy "po omacku". Wręcz przeciwnie, podejmowane akcje były dobrze celowane. Chcemy zweryfikować i poszukać nowych rozwiązań.

Działania promocyjne Gdyni już znajdują uznanie wśród innych miasta, które chętnie sięgają po jej rozwiązania, np. projekt podobny do Gdyńskiego Biznes Planu u siebie realizuje Gdańsk czy Wejherowo. Z jej doświadczeń korzysta też Poznań, Łódź czy Białystok. Jako wzorcową kampanie przygotowaną przez Gdynię wymienia się akcję "Gdy inwestujesz... Gdynia", która ukazała się na bilboardach m.in. w Warszawie, Krakowie i Poznaniu, który zainspirowany nią przygotował własną akcję promocyjną "Poznaj Poznań". Gdynia jednak w swoich działaniach doskonała nie jest, bo nie zawsze jej wizerunek jest spójny. Z jednej strony promuje się jako miasto biznesowe, a z drugiej miasto, w którym wypoczywa się najlepiej, choć np. baza hotelowa jest tak naprawdę nieduża.

- Nie wolno proponować tego, co nie do końca jest prawdą - mówi Janusz Malinowski, prezes Zarządu Grupy Ströer w Polsce, zajmującej się reklamą zewnętrzną. - Jeśli np. turysta przyjedzie do danego miasta i nie otrzyma tego co mu obiecano, to już do niego nie wróci.

Ogromny kapitał w postaci rozpoznawalności posiada Gdańsk i tu eksperci zajmujący się promocją są zgodni. Diabeł jednak, jak zwykle tkwi w szczegółach. Gdańsk to miasto zapisane na niejednej karcie historii, kojarzone z tradycjami hanseatyckimi i zabytkami. To Wałęsa i Solidarność. Zdaniem Mateusza Zmyślonego, szefa agencji Eskadra Marketing Service z Krakowa, Gdańsk powinien odejść od dotychczasowych trendów gdyż w marketingu nie ma miejsca na historię i sentymenty, a działać trzeba tak, aby trafiać do współczesnego człowieka. Podobny krok zrobił w ubiegłym roku Kraków, który zamiast po raz kolejny promować Wawel i Sukiennice przygotował akcję promocyjną 'W Krakowie nie ma czasu na sen" wydając na nią 2 mln zł. Z takim stwierdzeniem nie zgadza się Anna Zbierska, kierownik Referatu Promocji Urzędu Miasta Gdańska.

- W 2005 roku, w 25 rocznicę Porozumień Sierpniowych zrealizowaliśmy akcję promocyjną pod hasłem "Zaczęło się w Gdańsku", które okazało się bardzo trafione, gdyż upowszechniło się wchodząc nawet do języka potocznego choćby polityków - mówi. - Kampania ta miała na celu wykreowanie image'u miasta, które zmieniło historię Europy, od którego zaczęły się przemiany, które doprowadziły do obalenia Muru Berlińskiego i upadku komunizmu w Europie.

Gdańsk, Gdynia i Sopot równie chętnie sięgają po nowoczesne nośniki, takie jak bilboardy, citylighty, banery, telewizja (głównie TVN, TVN 24 i Telewizja Gdańsk) czy Internet. Prześcigają się też w nietypowych pomysłach reklamowych, np. gdyński autobus w Warszawie czy Sopot w Krakowie. Za swoje działania są już doceniani wśród fachowców, np. Gdynię wyróżniono za najlepszy w Polsce "witacz" na rogatkach miasta przyznając jej nagrodę w konkursie "Bramy Kraju" a Gdańsk ostatnio doceniło branżowe pismo "ProKREACJA" uznając go za miasto, które obok Wrocławia i Krakowa na odpowiednim poziomie inwestuje w działania brandingowe.

Gdańsk, Gdynia i Sopot zdały sobie sprawę, że nie unikną milionowych wydatków na autopromocję, chcą stać się ośrodkami liczącymi się nie tylko w Europie. Chociaż na razie poza ich zasięgiem pozostaje Wrocław, który w 2006 roku na reklamę wydał 11 mln zł.
- Mając na uwadze działania promocyjne z uwzględnieniem tych odnoszących się do przedsięwzięć gospodarczych, turystycznych, kulturalnych czy w jakimś zakresie sportowych można przyjąć, że mówimy o kwocie 6 mln zł rocznie - mówi Tomasz Banel. - Wydatki zależą także od planowanych dużych projektów, np. jak obchody w ubiegłym roku 80-lecia Gdyni.

Sopot, który jest miastem mniejszym na promocję wydaje oczywiście dużo mniej, bo około 800 tys. zł. W 2006 roku Gdańsk na promocję wydał około 5 mln zł. W obliczu niesamowitego wyścigu miasta dziwi więc fakt, że budżet Gdańska na promocję zamiast rosnąć i gonić najlepszych spada. W 2007 roku o cały milion złotych.

Marketing musi trafiać prosto w cel

Janusz Malinowski, prezes Zarządu Grupy Ströer w Polsce, zajmującej się reklamą zewnętrzną

- Miasta powoli rozumieją, że trzeba się promować nie dla samej promocji, ale dla czegoś konkretnego. Ważne jest to, co chcemy osiągnąć - czy chcemy przyciągnąć turystów czy inwestorów. Miasto musi dokonać wyboru. Nie warto łapać kilku przysłowiowych srok za ogon, lepiej skupić się na czymś jednym. Wiele miast działa bez strategii, a ich działania prowadzone są przypadkowo. Niezwykle ważne jest jasne sformułowanie celu, a dopiero potem wybór narzędzi, które zamierzamy wykorzystać, aby wyznaczone cele osiągnąć. Elementem niedocenianym, a bardzo ważnym są badania, które odpowiedzą na pytanie czego oczekują potencjalni odbiorcy - zarówno zewnętrzni jak i mieszkańcy danego miasta. Warto jest zatrudnić firmy zewnętrzne, zajmujące się promocją, bo urzędnicy nie mają ani takiej wiedzy, ani doświadczenia jak osoby zawodowo przygotowujące kampanie promocyjne. Nie ma nic gorszego niż obiecać coś czegoś, czego nie ma, bo taka promocja przyniesie odwrotny skutek niż zamierzony. A pieniądze na promocję? Wydawać trzeba rozsądnie i na konkretne cele, bo tak jak w każdej innej dziedzinie, łatwo wydać je w sposób nieodpowiedni.

Festiwal Promocji Miast Polskich

17-18 kwietnia 2007 w Warszawie odbędzie się I edycja Festiwalu Promocji Miast Polskich, dotyczącego wiedzy na temat promocji miast i najciekawszych projektów z nią związanych. Festiwal ma integrować środowiska samorządowe, biznes i branżę reklamową oraz promować najwyższe standardy pracy, kreatywności, rzetelności i zaangażowania w procesie budowania wizerunku i promowania miast. Organizatorem i pomysłodawcą projektu jest Grupa Ströer w Polsce, zajmująca się reklamą zewnętrzną. Patronat honorowy nad Festiwalem objął Związek Miast Polskich oraz Polska Organizacja Turystyczna. Udział w konferencji już zapowiedziało 320 samorządowców, m.in. Gdynia i Gdańsk. Miasta te zgłosiły także swoje propozycje w konkursie "Złote Formaty".

 

W Gdyni chcą ulicy Kuronia

[06.04.2007]

 

Partia Demokratyczna w Gdyni zbiera podpisy pod petycją o nadanie jednej z ulic imienia Jacka Kuronia.

„17 czerwca mija trzecia rocznica śmierci Jacka Kuronia, wybitnego Polaka, działacza opozycyjnego i społecznika. Jego postać stała się symbolem pomocy dla osób nieradzących sobie z następującymi w Polsce zmianami oraz jest wzorem dla wszystkich tych, którzy przedkładają dobro kraju i innych ludzi nad własne. Gdynia - jako prężnie rozwijające się miasto, miasto, które jest stawiane za wzór wykorzystania szans, jakie w Polsce stworzyła nowa, postperelowska rzeczywistość, powinna uhonorować człowieka, który swoją działalnością doprowadził do tego, że możemy żyć wreszcie »we własnym kraju «” - brzmi petycja gdyńskiego koła Demokratów.

- Podpisy zbieramy na ulicy i w Internecie, chcemy zebrać ich w sumie pięć tysięcy - mówi Grzegorz Schab, szef PD w Gdyni. Podpisy pod petycją można składać pod internetowym adresem www.kuron-gdynia.demokraci.pl. Mogą się pod nią podpisywać dorośli mieszkańcy Gdyni. - Najlepiej by było, gdyby uroczystość nadania Jackowi ulicy odbyła się w rocznicę jego śmierci, ale decyzja należy do władz miasta - dodaje Schab. - Nie sugerujemy włodarzom, jaka to ma być ulica.

- Osobiście jestem za - mówi Stanisław Szwabski, przewodniczący gdyńskiej Rady Miasta. - Nie wiem, czy uda się zdążyć z całą procedurą do 17 czerwca, ale nie o to chodzi, tylko o uhonorowanie zasłużonego człowieka.

 

II Kongres Obywatelski na 1000 uczestników

[06.04. 2007 r.]

 

Wystąpienia Danuty Hübner, komisarz Unii Europejskiej, oraz Grażyny Gęsickiej, minister rozwoju regionalnego, będą na tym kongresie niezwykle istotne. Ale równie ważne będą kuluary.

"Razem wykorzystajmy unijną szansę" - zachęca hasło II Pomorskiego Kongresu Obywatelskiego. Gdy mowa o Unii, pierwszym skojarzeniem są zawsze pieniądze. O tym uczyć będzie minister Gęsicka - "Jak wykorzystać szansę funduszy strukturalnych". Ale już komisarz Danuta Hübner postawi pytanie, "czy europejska polityka spójności jest szansą na budowę społeczności regionalnych i lokalnych“.

I ta druga kwestia właśnie jest dla II Pomorskiego Kongresu Obywatelskiego najważniejsza. Już samo spotkanie tysiąca spodziewanych gości ma być, w intencjach organizatorów, cegiełką tej budowanej regionalnej społeczności.

- Najważniejsze w kongresie jest samo spotkanie, wzajemne otwarcie na dialog i zrozumienie, przepływ dobrej energii - przekonuje dr Jan Szomburg, prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, organizatora kongresu.

Wystarczy porozmawiać z kilkoma pomorskimi gośćmi imprezy, by to sobie potwierdzić. - Na Powiślu w 1945 roku dokonała się całkowita wymiana demograficzna - mówi Justyna Liguz, prezes Kwidzyńskiego Towarzystwa Kulturalnego. Na kongresie wystąpi w części dotyczącej "pomorskich wartości i tożsamości". - Osadnicy przyjechali z różnych stron, każdy przywiózł inną tożsamość. Trzeba wielkiego wysiłku i wielu lat, by wypracować własne tradycje.

- Chyba nigdzie na zachód od Bugu, łącznie z Czechami czy Słowacją, nie ma tak straszliwego nieładu z zagospodarowaniu przestrzennym, jak w Polsce - denerwuje się doktor Jacek Friedrich, uczestnik dyskusji o architekturze Pomorza. - Proszę przyjrzeć się np. międzywojennej architekturze, w alei Hallera w Gdańsku. Każdy wyremontował elewacje po swojemu. Ktoś nawet ułożył ozdobę ze światłowodów, żeby było widać, że to jego. Tak jest w każdym miasteczku na Pomorzu.

Poza kwestiami tożsamości i architektury dyskutować się będzie także o gospodarce, edukacji i opiece społecznej. Organizatorzy zachęcają, by przyjeżdżać całymi rodzinami. - Można będzie poprawić międzypokoleniowy dialog rodzinny - zachęca prezes Szomburg.

 

Bliżej do metropolii Gdańska, Gdyni i Sopotu

[6.03.2007]

 

W toczącej się na łamach „Gazety Wyborczej. Trójmiasto” dyskusji na temat pobudzenia rozwoju Trójmiasta w numerze z 6 marca 2007 r. wypowiedział  się Jan Kozłowski, marszałek województwa pomorskiego. Przypomniał on, że idee metropolitalne narodziły się w Polsce już na początku lat 90. i od początku z najlepszym przyjęciem spotkały się na północy kraju - właśnie w Trójmieście. Przyznał jednak, że przełom w rozwoju samorządności regionalnej i poszukiwania form kształtowania metropolii nastąpił dopiero w okresie rządu Jerzego Buska.

Z mojej i prezydenta Gdańska inicjatywy – stwierdził Jan Kozłowski -  w 2003 roku powołana została Rada Metropolitalna Zatoki Gdańskiej, skupiająca prezydentów, burmistrzów i wójtów miast i gmin tworzących szeroko rozumianą aglomerację trójmiejską. Uznaliśmy wówczas, że pierwszym, podstawowym krokiem do scalenia poszczególnych miast w jedną silną metropolię jest integracja komunikacyjna. Niestety, wprowadzenie tzw. wspólnego biletu okazało się trudniejszym zadaniem, niż się wszystkim wydawało. Jednak sukces w końcu przyszedł i już latem tego roku - o czym informowaliśmy niedawno media - wspólny bilet stanie się faktem.

O obecnych działaniach i zamierzeniach Kozłowski pisze tak:

Idea metropolii trójmiejskiej ponownie nabrała rozpędu również dzięki dodatkowym funduszom, jakie w ostatnich latach otrzymały samorządy. Począwszy od rządowych pieniędzy z kontraktu wojewódzkiego, po dotacje unijne, z których korzystamy już od dwóch lat i dzięki którym przeżywamy obecnie inwestycyjny boom.

W pierwszym okresie unijnego finansowania (Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego 2004-2006) poszczególne samorządy zgłaszały projekty dotyczące tylko ich własnej gminy lub miasta. Tak było też w Gdańsku, Gdyni i Sopocie, co wielu komentatorów oceniło jako niezdrową konkurencję między największymi miastami w naszym regionie. Przygotowując się do kolejnego okresu unijnego wsparcia (2007-2013), powołałem 17 powiatowych zespołów roboczych, pracujących wspólnie z urzędem marszałkowskim nad projektem Regionalnego Programu Operacyjnego. Jeden z tych zespołów był wspólny dla Gdańska, Gdyni i Sopotu. Po raz pierwszy miasta te wspólnie ustaliły, jakie inwestycje w najbliższych latach będą dla nich najważniejsze i to z punktu widzenia całej metropolii trójmiejskiej. W miejsce dotychczasowej rywalizacji pojawiła się więc współpraca. Dowodów coraz częstszej i coraz lepszej współpracy w ramach Trójmiasta mamy zresztą więcej, że wspomnę tylko lotnisko, w którym współudziały posiadają Gdańsk, Sopot i samorząd województwa, tramwaje wodne na Hel czy budowę hali sportowej na granicy Gdańska i Sopotu.

Jako samorząd województwa chcielibyśmy też w ciągu 2-3 lat przejąć kontrolę nad SKM, aby mieć większy wpływ zarówno na rozkład jazdy pociągów, jak i standard przewozów kolejowych oraz obsługę pasażerów. Chcemy to zrobić przy udziale wszystkich samorządów miejskich i gminnych leżących wzdłuż linii kolejowej. W chwili obecnej samorząd wojewódzki ma 12,5 procent udziałów w SKM. Reszta - 87,5 proc. - należy do PKP. Docelowo chcielibyśmy objąć kontrolny pakiet udziałów w spółce, czyli ponad 50 procent.

Na koniec Kozłowski zbija argument o rozwoju metropolii kosztem szerszego regionu: Metropolia nigdy bowiem - jak pokazują światowe doświadczenia - nie rozwija się kosztem województwa. Wprost przeciwnie, to metropolia ciągnie za sobą innych. (H.G.)

 

Prezydenci Gdańska i Gdyni o metropolii

[16.3.2007]

 

Prezydenci Gdańska i Gdyni, Paweł Adamowicz i Wojciech Szczurek, zabrali głos w toczącej się na łamach „Gazety Wyborczej Trójmiasto” dyskusji na temat pobudzenia rozwoju Gdańska, Gdyni i Sopotu oraz powstania metropolii złożonej z tych miast. W wypowiedziach, które ukazały się w gazecie z 16 marca 2007 r. obaj prezydenci skomentowali wyniki ankiety przeprowadzonej na ten temat wśród mieszkańców Trómiasta.

Paweł Adamowicz m.in. stwierdził:

Wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie "Gazety" bardzo mnie usatysfakcjonowały. Zarówno jako prezydenta Gdańska, jak i mieszkańca Gdańska oraz metropolii gdańskiej. Wyniki te zdecydowanie potwierdziły bowiem, że mieszkańcy naszych trzech miast są gorącymi zwolennikami sztandarowych projektów, które dotyczą metropolii - opowiadają się za wspólnym biletem, za zintegrowaną sygnalizacją świetlną, za wspólną promocją turystyczną, za wspólnymi działaniami mającymi na celu przyciągnięcie do Trójmiasta nowych inwestycji. Świadczy to o tym, że to, co wspólnie rozpoczęliśmy, należy kontynuować i jak najszybciej doprowadzić do szczęśliwego finału. Jak najszybciej musimy także ruszyć z nowymi projektami, takimi jak np. wspólna, dobrze przygotowana i atrakcyjna kampania promująca nasze walory turystyczne czy kulturalne.

Niezwykle ważna jest też społeczna akceptacja dla dostosowywania trójmiejskiej sieci szkół do zmieniających się potrzeb rynku pracy. Bowiem rozwój szkolnictwa jest niezwykle ważny także dla przyciąganych do naszego regionu inwestorów.

Nie są dla mnie zaskoczeniem także inne odnotowane przez ankieterów wyniki. Mieszkańcy, obywatele naszych trzech miast chcą zachowania ich autonomii. Zdecydowana większość nie chce zintegrowanego zarządzania Trójmiastem. Dla mnie, prezydenta miasta to dowód na to, że silne jest przywiązanie do własnej "małej ojczyzny". Ale z drugiej strony powstaje pytanie, kto miałby koordynować te wspólne działania, które są - jak wynika z badań - konieczne? Dlatego też będę się upierał, że niezwykle potrzebna jest specjalna ustawa metropolitalna.

Wojciech Szczurek operował konkretami:

Temperatura dyskusji pokazuje, jak duży potencjał energii i idei w nas jest, lecz zarazem - jak często stajemy się ofiarami stereotypów, obiegowych, choć bezpodstawnych opinii. Przykładem takich fałszywych tez jest rzekome zaniechanie lub ambicjonalne blokowanie inicjatyw służących integracji w obrębie metropolii. Bo - w istocie - dogadujemy się w większości spraw, zwłaszcza tych najistotniejszych dla mieszkańców. Kiedy jest problem, to staramy się go rozwiązać. Chodzi zwłaszcza o kwestie publicznego, metropolitalnego systemu komunikacji i transportu zbiorowego, turystyki i promocji, ale również inne - dotyczące bezpieczeństwa, gospodarki odpadami, dystrybucji energii cieplnej czy też ochrony środowiska. Owszem - mamy jeszcze wiele do zrobienia, ale przyznam szczerze - nie dostrzegam węzłów gordyjskich

Mam przed sobą wyniki sondażu, przeprowadzonego wśród mieszkańców Gdańska, Sopotu i Gdyni przez sopocką Pracownię Badań Społecznych na zlecenie "Gazety". Nie zaskakują. Potwierdzają słuszność podjętych już tematów, np. wspólnych działań na rzecz budowy autostrady A1, wspólnej promocji turystycznej, utworzenia zintegrowanego inteligentnego systemu organizacji ruchu, budowy sieci ścieżek rowerowych czy wreszcie - wspólnego biletu komunikacji miejskiej. W każdej z tych spraw współpracujemy i niebawem możemy oczekiwać owoców tej kooperacji.

 

Abp Gocłowski popiera Kartę Trójmiasta

[21.03.2007]

 

Coraz więcej mieszkańców bierze udział w naszym referendum obywatelskim. W środę Kartę Trójmiasta poparł metropolita gdański, ks. abp Tadeusz Gocłowski.

- Popieram Kartę Trójmiasta, bo jestem gorącym zwolennikiem współpracy Gdańska, Gdyni i Sopotu - powiedział wczoraj "Gazecie" ks. abp Gocłowski. - Oczywiście, miasta muszą zachować swoją tożsamość. Nie zrobimy przecież z Gdańska Gdyni, a z Gdyni Gdańska - dodał metropolita.

Kartę Trójmiasta napisaliśmy, wsłuchując się w prowadzoną na łamach "Gazety" debatę oraz wyniki badań PBS DGA i PricewaterhouseCoopers. Karta określa podstawowe zasady i najważniejsze dziedziny współpracy trzech miast.

Nasze referendum obywatelskie nad przyjęciem Karty Trójmiasta trwa. Przypominamy, że głosować można na trzy sposoby: ** przez internet, wystarczy wejść na stronę www. trojmiasto.gazeta.pl ** za pośrednictwem poczty, wysyłając bezpłatnie na adres redakcji kartkę do głosowania, którą wczoraj dołączyliśmy do "Gazety" ** tradycyjnie, wrzucając kartkę do jednej z urn, które czekają w urzędach miasta Gdańska, Sopotu, Gdyni i w naszej redakcji . Zapraszamy do głosowania!

 

Jan Kozłowski głosuje za Kartą Trójmiasta

[26.03.2007]

 

- Potrzebujemy współpracy, pracujemy nad projektem wspólnej promocji Trójmiasta, która odbywać się może pod hasłem "Gdańsk Plus" - powiedział w poniedziałek marszałek Jan Kozłowski podpisując się pod Kartą Trójmiasta.

Zdaniem Jana Kozłowskiego wspólne projekty podjęte przez władze Gdańska, Sopotu i Gdyni przynoszą korzyści mieszkańcom Pomorza. - Te projekty to współpraca przy lotnisku, tramwaju wodnym, a ostatnio przy lobbowaniu na rzecz tunelu pod Sopotem - mówi Jan Kozłowski. - Jest jednak jeszcze wiele do zrobienia i dlatego popieram Kartę Trójmiasta. Marzy mi się na przykład wspólna promocja naszej metropolii na billboardach w całej Europie. Pod hasłem "Gdańsk Plus" moglibyśmy reklamować wielką imprezę kulturalną odbywającą się w Trójmieście. Tak być powinno, ale wiele przeszkód trzeba pokonać.

Kartę Trójmiasta napisaliśmy, wsłuchując się w głosy mieszkańców i w prowadzoną na łamach "Gazety" debatę oraz wyniki sondażu PBS DGA i raportu firmy PricewaterhouseCoopers. Głosować można na trzy sposoby: przez internet - wystarczy wejść na stronę www.trojmiasto.gazeta.pl, za pośrednictwem poczty, wysyłając do redakcji kartę do głosowania, oraz tradycyjnie, wrzucając kartę do jednej z urn, które czekają w urzędach Gdańska, Gdyni, Sopotu i w naszej redakcji. Referendum trwa do środy 28 marca i tego samego dnia Kartę Trójmiasta wręczymy prezydentom Gdańska, Gdyni i Sopotu - Pawłowi Adamowiczowi, Jackowi Karnowskiemu i Wojciechowi Szczurkowi. Uroczystość odbędzie się na lotnisku im. Lecha Wałęsy, które należy do trzech miast i jest symbolem metropolitalnego myślenia o Trójmieście. Zapraszamy do głosowania.

 

Prezydenci Trójmiasta podpisali Kartę

[28.03.2007]

 

Nie chcemy szkodliwej konkurencji między Gdańskiem, Sopotem a Gdynią. Domagamy się współpracy i pilnej realizacji zadań, które ułatwią nam życie. Z takim głosem mieszkańców zgodzili się w środę prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni, którzy podpisali Kartę Trójmiasta. Wcześniej w zorganizowanym przez "Gazetę" referendum obywatelskim za współpracą trzech miast opowiedziało się blisko osiem tysięcy osób.

Podpisany dokument stworzyliśmy wsłuchując się debatę prowadzoną w ramach naszej akcji "Przystanek Trójmiasto". Przez ponad miesiąc na łamach trójmiejskiego dodatku "Gazety", w dyskusji o metropolii udział wzięło kilkaset osób: politycy, naukowcy, biznesmeni, dziennikarze i artyści. Korzystaliśmy też z raportu firmy konsultingowej Pricewaterhouse Coopers i wyników sondażu przeprowadzonego wśród mieszkańców Trójmiasta przez firmę PBS DGA.

Karta zaczyna się od słów "My, mieszkańcy Gdańska, Sopotu i Gdyni, pragniemy harmonijnego, wszechstronnego i dynamicznego rozwoju metropolii trójmiejskiej (..)" i jest deklaracją współpracy trzech miast w 10 najważniejszych zadaniach, które powinny być jak najszybciej zrealizowane. Wśród nich jest wspólny bilet na całą komunikację w Trójmieście, integracja rozkładów jazdy, budowa sieci ścieżek rowerowych czy wspólna promocja wszystkich trzech miast.

Za jej przyjęciem w zorganizowanym przez "Gazetę" referendum zagłosowało już blisko osiem tysięcy osób, a listy do redakcji cały czas spływają.

W środę Karta Trójmiasta weszła w życie. O godz. 11.10 w porcie lotniczym im. Lecha Wałęsy w Gdańsku Rębiechowie pod Kartą podpisali się prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, prezydent Sopotu Jacek Karnowski i marszałek województwa Jan Kozłowski, który zapowiedział, że przypilnuje, by trzy miasta postępowały zgodnie z zasadami Karty. "Gazeta" także będzie uważnie się przyglądać, jak włodarze Trójmiasta wywiązują się z obietnic, które podpisali.

 

Karta Trójmiasta rośnie w siłę

[01.04.2007]

 

Radni PO całej Zatoki Gdańskiej deklarują ścisłą współpracę zmierzającą do powstania metropolii. Tego samego chce PiS.

- Musimy iść za ciosem - przekonuje Kazimierz Koralewski, szef klubu PiS w Radzie Miasta Gdańska. - Akcja "Gazety" wywołała ogromną dyskusję. Mieszkańcy Trójmiasta oraz wielu polityków, naukowców czy artystów opowiedziało się za stworzeniem metropolii. Teraz czas, by do przedsięwzięcia włączyli się radni.

Tydzień temu prezydenci Gdańska, Gdyni i Sopotu podpisali Kartę Trójmiasta. To deklaracja współpracy i obietnica realizacji dziesięciu najpoważniejszych dla tych miast zadań (m.in. wspólny bilet dla komunikacji miejskiej oraz wspólna polityka inwestycyjna i promocyjna). Dokument ten to efekt dyskusji, która ponad miesiąc toczyła się na naszych łamach w ramach akcji "Przystanek Trójmiasto". Zorganizowaliśmy też referendum. Za partnerstwem trzech miast opowiedziało się niemal osiem tysięcy ludzi.

- Nie chcemy, by wszystko skończyło się na deklaracjach - mówi Koralewski. - Dlatego proponujemy powołanie rady, w której skład wejdą radni ościennych gmin. Potem powołamy cztery 10-osobowe zespoły [ds. gospodarki, komunikacji, ochrony środowiska i promocji - red.], które opracują najważniejsze zadania wymagające wspólnych decyzji. Następnie skonsultujemy je z prezydentami, wójtami i burmistrzami. Proponujemy współpracę ponad politycznymi podziałami, jesteśmy otwarci na inne propozycje.

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska (PO): Popieram wszystko, co pomoże stworzyć metropolię i przyspieszy rozwój. Wątpię jednak, by dwustuosobowe ciało mogło skutecznie działać.

Swoimi wątpliwościami prezydent podzielił się z lokalnymi działaczami Platformy z Pruszcza Gdańskiego, Trójmiasta, Rumi, Redy i Wejherowa, którzy spotkali się w sobotę w Gdańsku, by podpisać deklarację o ścisłej współpracy.

- Nie odrzucamy zaproszenia kolegów z PiS, tylko czekamy na konkrety - mówi Jarosław Gorecki, szef PO w RMG. - Przecież im więcej zwolenników metropolii, tym lepiej.Radny Maciej Krupa dodaje: - Tak duża partia jak PO musi mieć swoje stanowisko dotyczące rozwoju całej aglomeracji. Dlatego już kilka tygodni temu zdecydowaliśmy, że teraz my będziemy kontynuować akcję "Przystanek Trójmiasto", którą rozpoczęła "Gazeta". Gdy określimy najważniejsze zadania, zaczniemy zabiegać o ich realizację u poszczególnych prezydentów, o wsparcie poprosimy posłów. Jeśli propozycja PiS okaże się wiarygodna, tym lepiej. Przecież PO nie rządzi na całym Wybrzeżu.Kolejne spotkanie działaczy Platformy - po majowym weekendzie. PiS zaproszenia do Rady Metropolitarnej wyśle w ciągu miesiąca.

 

Dyskusja o współpracy Gdańska, Sopotu i Gdyni

[02.04.2007]

 

Podpisując z inicjatywy "Gazety" Kartę Trójmiasta prezydenci Gdańska, Gdyni i Sopotu opowiedzieli się za budową metropolii. Teraz spierają się o to, jak ta współpraca ma wyglądać

- Musi opierać się tylko na dobrej woli - przekonuje prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz: - Dobra wola nie wystarczy, potrzebujemy nowego prawa i wspólnych instytucji.

Podczas debaty "Trójmiejska metropolia - szansa czy zagrożenie?", która z inicjatywy stowarzyszenia Młodzi Konserwatyści i koła naukowego Kratos odbyła się 2 kwietnia na Uniwersytecie Gdańskim, starły się dwie wizje budowy wielkiej aglomeracji. Jedna mówi, że gminy powinny współpracować na zasadzie dobrowolności, druga, że oprócz dobrej woli potrzebna jest ustawa o metropoliach oraz instytucje powoływane przez gminy do realizacji wspólnych zamierzeń.

 

Metropolia sama się zbuduje-

 

Mam wrażenie, że mówiąc o metropolii, oczekuje się cudu - mówił prezydent Wojciech Szczurek. - Jeśli będziemy budowali więzi i rozwijali kontakty, to metropolia będzie się sama budować. Ale gdy powstanie organizacja i dojdzie do ograniczenia roli gmin, to niczego się nie stworzy.

Wicemarszałek Senatu Maciej Płażyński nawiązał do ustawy o metropoliach tworzonej przez rząd PiS: - Trzeba sobie odpowiedzieć, po co ta ustawa powstaje. Bo jeśli chcemy wspólnego biletu, to nowe prawo nie jest do tego potrzebne. No chyba że niechęć prezydenta Szczurka do niektórych rozwiązań chce się rozwiązać ustawą.

Wiceminister kultury Jarosław Sellin (PiS) podkreślił, że rząd wprowadzi przepisy metropolitalne w pierwszej kolejności tylko w dwóch miejscach kraju: na Górnym Śląsku i właśnie w Trójmieście. - W ramach akcji "Gazety", która doprowadziła do podpisania Karty Trójmiasta, wyszły ciekawe zadania do realizacji i trzeba to wykorzystać, rozszerzając współpracę w dziedzinie kultury. Ja jednak, widząc rozmaite korzyści, martwię się o to, jaka ta metropolia będzie. Co powstanie z połączenia miast o różnej tożsamości i historii.

 

Metropolia potrzebuje jednej głowy

 

- Prezydent Szczurek chce dobrowolności, a ja domagam się stworzenia instytucji, bo życie pokazuje, że nie wszystko da się załatwić, licząc na dobrą wolę - przekonywał prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (PO). - Przykład? Ostatnio Gdańsk był obecny na targach turystycznych w Berlinie i nie było z nami sąsiednich gmin. I tak się dzieje od lat.

Prezydent uznał też, że rozmowa o tożsamości metropolii jest "fałszywym problemem": - Przed wejściem Polski do Unii Europejskiej niektórzy martwili się o naszą tożsamość i po latach okazało się, że nic złego się z nią nie stało.

Prezydent Sopotu Jacek Karnowski (PO) wytknął wątpiącym w sens budowy metropolii brak myślenia w kategoriach europejskich. - Na przykład w Niemczech funkcjonuje kilkanaście wielkich metropolii, które dzielą między siebie europejski tort pieniędzy i inwestycji. Jeśli chcemy z nimi konkurować, musimy budować duże jednostki. Metropolia potrzebuje jednej głowy, więc taki prezydent metropolii byłby nam bardzo potrzebny.

Do czego potrzeba Karty Trójmiasta

Argumentów przeciw obozowi "dobrej woli" dostarczył też Grzegorz Grzelak, radny wojewódzki PO i specjalista od samorządu. Wytknął prezydentom, że dotąd nie potrafili załatwić takich spraw, jak wprowadzenie wspólnego biletu komunikacyjnego czy zintegrowanie rozkładów jazdy.

- A jak widzę, że potrzeba było aż Karty Trójmiasta, aby zacząć prace nad wspólnym kalendarzem kulturalnym, to uśmiecham się do siebie. Dlaczego tego kalendarza nie dało się zrobić wcześniej? - pytał Grzelak. - W Karcie są jednak także trudne sprawy do załatwienia, jak choćby wspólne planowanie inwestycji . I aby koordynować te działania, powinniśmy powołać Radę Metropolitalną. Podsumowując wczorajszą debatę, uczestnicy zapowiedzieli kolejne spotkania w sprawie metropolii.

 

Radni PO i PiS będą współpracować

w dążeniu do utworzenia metropolii

Jeden cel ponad podziałami

[02.04. 2007]

 

Współpraca między miastami, które mają należeć do metropolii - Gdańskiem, Gdynią, Sopotem, Rumią, Redą, Wejherowem i Pruszczem Gdańskim jest niezbędna - zgodnie twierdzą radni Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Członkowie obu klubów chcą wspólnie dążyć do stworzenia metropolii ponad podziałami politycznymi.

Platforma Obywatelska w sobotę podpisała deklarację współpracy między swoimi radnymi z sześciu miast, a PiS zapowiada utworzenie Rady Metropolitalnej złożonej z członków wszystkich klubów z rad miast.

- Każda forma współpracy, która pozytywnie wpłynie na rozwój naszych miast jest dobra - twierdzi Jarosław Gorecki, szef klubu PO w gdańskiej Radzie Miasta. - Wszystkim nam zależy na tym, żeby miasta rozwijały się jak najlepiej i jeżeli możemy wspólnie do tego dążyć, to jesteśmy otwarci na takie działania - deklaruje.

Radni PiS zapowiadają, że jeszcze przed świętami wystosują zaproszenia dla radnych wszystkich klubów z siedmiu miast do wspólnego stworzenia Rady Metropolitalnej.

- To na nas, gdańskich radnych spoczywa ciężar przeprowadzenia debaty na temat współpracy wszystkich miast Metropolii - mówi Kazimierz Koralewski, przewodniczący klubu PiS w gdańskiej Radzie Miasta. - Ma to być debata ponad podziałami. Mamy razem tworzyć front. Metropolia jest wspólnym celem, który jest ważniejszy od podziałów partyjnych -zapewnia radny.

Bogdan Oleszek (PO), przewodniczący gdańskiej Rady Miasta zgadza się, że cel jest ważniejszy niż różnice między partiami.

- Dążymy do ponadpartyjnego porozumienia. Powinien nas łączyć wspólny cel - mówi Oleszek. - Jeśli znajdziemy wspólny język z radnymi z PiS to będzie to tylko z korzyścią dla mieszkańców, których przecież nie interesuje kto jest z jakiej partii, tylko czy będzie wspólna komunikacja miejska - dodaje.

Radni przyznają, że inspiracją dla ich działań stało się podpisanie przez prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu Karty Trójmiasta, w której zawarte są wspólne cele miast.

Współpraca między miastami, które mają należeć do metropolii - Gdańskiem, Gdynią, Sopotem, Rumią, Redą, Wejherowem i Pruszczem Gdańskim jest niezbędna - zgodnie twierdzą radni Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości. Członkowie obu klubów chcą wspólnie dążyć do stworzenia metropolii ponad podziałami politycznymi.

Platforma Obywatelska w sobotę podpisała deklarację współpracy między swoimi radnymi z sześciu miast, a PiS zapowiada utworzenie Rady Metropolitalnej złożonej z członków wszystkich klubów z rad miast.

- Każda forma współpracy, która pozytywnie wpłynie na rozwój naszych miast jest dobra - twierdzi Jarosław Gorecki, szef klubu PO w gdańskiej Radzie Miasta. - Wszystkim nam zależy na tym, żeby miasta rozwijały się jak najlepiej i jeżeli możemy wspólnie do tego dążyć, to jesteśmy otwarci na takie działania - deklaruje.

Radni PiS zapowiadają, że jeszcze przed świętami wystosują zaproszenia dla radnych wszystkich klubów z siedmiu miast do wspólnego stworzenia Rady Metropolitalnej.

- To na nas, gdańskich radnych spoczywa ciężar przeprowadzenia debaty na temat współpracy wszystkich miast Metropolii - mówi Kazimierz Koralewski, przewodniczący klubu PiS w gdańskiej Radzie Miasta. - Ma to być debata ponad podziałami. Mamy razem tworzyć front. Metropolia jest wspólnym celem, który jest ważniejszy od podziałów partyjnych -zapewnia radny.

Bogdan Oleszek (PO), przewodniczący gdańskiej Rady Miasta zgadza się, że cel jest ważniejszy niż różnice między partiami.

- Dążymy do ponadpartyjnego porozumienia. Powinien nas łączyć wspólny cel - mówi Oleszek. - Jeśli znajdziemy wspólny język z radnymi z PiS to będzie to tylko z korzyścią dla mieszkańców, których przecież nie interesuje kto jest z jakiej partii, tylko czy będzie wspólna komunikacja miejska - dodaje.

Radni przyznają, że inspiracją dla ich działań stało się podpisanie przez prezydentów Gdańska, Gdyni i Sopotu Karty Trójmiasta, w której zawarte są wspólne cele miast..

 

 

 

Akcja 3majmy się razem

 

Jest to akcja Dziennika Bałtyckiego, która propaguje ideę stworzenie jednej wielkiej metropolii, w skład której będzie wchodzić Trójmiasto i miasta je otaczające. Główne cele to wspólna komunikacja miejska, połączony system ratownictwa, poprawa bezpieczeństwa, walka z bezrobociem, wspólna promocja kultury i turystyki. Już dziś o godz. 12 w Audytorium C Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego przy ul. Bażyńskiego 6 odbędzie się debata pt. "Trójmiejska Metropolia - szansa czy zagrożenie?". W dyskusji udział wezmą m.in. Maciej Płażyński, Jarosław Sellin, Jan Kozłowski, Paweł Adamowicz, Jacek Karnowski, Wojciech Szczurek.

 

Na Uniwersytecie Gdańskim o powołaniu metropolii

[03.04.2007 ]

 

Ustawa metropolitalna powinna zawierać precyzyjnie ustalony katalog zadań, jakie miałaby realizować - uważa wicemarszałek Senatu Maciej Płażyński. Tymczasem prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek, podkreśla, że taka ustawa nie jest potrzebna.

 

Opinia prezydenta Gdyni, zaprezentowana podczas wczorajszej debaty "Trójmiejska metropolia - szansa czy zagrożenie?" na UG, była jednak odosobniona. Doktor Tomasz Bąkowski, specjalista prawa administracyjnego na UG, zauważył, że już funkcjonujące przepisy pozwalają na stworzenie metropolii, choć na pewno nie są one idealne dla jej funkcjonowania.

- Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu szukamy "magicznej różdżki" w postaci ustawy, która pozwoli na powołanie metropolii - argumentował prezydent Gdyni. - Tymczasem metropolia będzie funkcjonować dzięki współpracy i stworzonym dzięki niej więziom między miastami. Budowanie kolejnej ustawy, czapy administracyjnej nad samorządami, może spowodować, że będzie to dokument niespełnionych marzeń.

Według radnego Sejmiku Pomorskiego Grzegorza Grzelaka, przepisy powinny pozwalać na powołanie rady metropolitalnej, ale nie jako organu nadrzędnego dla samorządów, a koordynującego ich działania.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (jednocześnie szef Unii Metropolii Polskich, grupującej 12 największych miast w kraju) popiera powstanie ustawy metropolitalnej. - Trzeba stworzyć pewne ramy, bo z dobrowolnością współpracy bywa u nas różnie - podkreślał wczoraj Adamowicz.

Zdaniem Jacka Karnowskiego, prezydenta Sopotu, warto też zastanowić się, czy osoba stojąca na czele metropolii nie powinna pochodzić z wyborów powszechnych.

Zwykły urzędnik, będzie miał gorszą pozycję od prezydentów czy burmistrzów "składowych metropolii" - podkreślił Karnowski.

Pracom nad ustawą metropolitalną patronuje rząd. Są one w fazie początkowej - właśnie kończą się konsultacje w tej sprawie z samorządowcami. Na Pomorzu spotkali się oni z wicewojewodą Piotrem Karczewskim m.in. pod koniec ub. miesiąca.- Już wiadomo, że wprowadzenie ustawy ma być poprzedzone programem pilotażowym. Zgodnie ze wstępną decyzją rządu, mają nim być objęte Trójmiasto i metropolia śląska - przypomniał wiceminister kultury Jarosław Sellin.

 

Najpierw zadania, potem ustawa

Rozmowa z wicemarszałkiem Senatu Maciejem Płażyńskim

 

- Na ile szczegółowa powinna być ustawa metropolitalna?

- Po pierwsze, moim zdaniem, jesteśmy dopiero na etapie debaty, po co w ogóle nam ta ustawa i co ona powinna regulować. Nie będziemy jej tworzyć przecież tylko po to, aby np. w Trójmieście zaczął funkcjonować wspólny bilet komunikacyjny. Nie jest też potrzebna ustawa mówiąca o tym, że gminy powinny ze sobą dobrze współpracować. Potrzebne są przepisy, które stworzą dodatkowy szczebel zarządzania, który pozwoli na realne przyspieszenie rozwoju metropolii.

- Ale każda z metropolii będzie miała inne potrzeby, inne zadania - jak choćby Trójmiasto i Warszawa czy metropolia śląska. Wracając do pytania o szczegółowość przepisów, jak to wszystko pogodzić?

- Zgadzam się, dlatego uważam, że ustawa metropolitalna powinna zawierać pewien katalog przepisów ogólnych, ale również szczegółowe rozstrzygnięcia. Tyle że te ostatnie powinny być napisane dla poszczególnych metropolii osobno. Nie wiem, czy uda się to zawrzeć tylko w jednym akcie prawnym.

- Jakie zadania powinna spełniać metropolia?- To jeszcze jest w trakcie dyskusji. Powinniśmy w ogóle zacząć od stworzenia zakresu zadań, a dopiero później przejść do pisania ustawy. Metropolie powinny, według mnie, mieć możliwość m.in. korzystania z funduszy unijnych czy posiadania własnego budżetu, zdolnego do realizacji dużych inwestycji.

 

Metropolia? Chciałbym...Maciej Wośko redaktor naczelny "DB"

 

Kolejną już debatę na temat metropolii mamy za sobą. I cóż z niej wynika? Prezydenci Gdańska i Gdyni różnie postrzegają powołanie wspólnego organizmu miejskiego. Nic nowego... Niebawem minie rok, gdy na łamach "Dziennika Bałtyckiego" rozpoczęliśmy wspólnie z TVG i Radiem Gdańsk debatę pod hasłem "3majmy się razem". Od roku słyszymy zapewnienia samorządów, gremiów obywatelskich i pomorskich włodarzy, że metropolia to konieczność, potrzeba wykorzystania potencjału Trójmiasta, naturalny kierunek rozwoju miast skupionych wzdłuż obwodnicy lub nawet dalej - od Wejherowa po Tczew. Podpisywane są w błysku fleszy coraz to nowe deklaracje współpracy, powoływane fora metropolitalne.

A ja chciałbym, żeby wreszcie coś zadziałało. I nie chodzi o wspólny bilet. Chciałbym, żeby to metropolia trójmiejska (bez względu na to, czy będzie nazywana gdańską czy zatokową, czy też nadbałtycką) była wymieniana w Polsce i w Europie jako najszybciej rozwijający się organizm aglomeracyjny - przed Wrocławiem i przed Śląskiem. Chciałbym, żeby to tu - w Trójmieście - padły istotne dla naszej przyszłości propozycje dotyczące ustawy o metropoliach. Chciałbym... a ciągle słyszę o różnicach, o wyjątkowej sytuacji Gdyni i Gdańska, o bilecie, który bardzo trudno wprowadzić. Panowie! Przegadamy ważny dla nas czas. Gdy Warszawa, Wrocław, Katowice, a zaraz Kraków i Poznań zdobywać będą inwestorów i miejsca w rankingach atrakcyjności, my nadal będziemy rozmawiać o wyższości współpracy nad ścisłym współdziałaniem, o różnicach między Gdańskiem a Gdynią. Czas na działanie. Czas na jasne deklaracje. Za i przeciw. Dlatego oddajemy łamy „Dziennika Bałtyckiego“ wszystkim, którzy chcą rozwiązać "trójmiejski węzeł". Czekamy na zdecydowane wypowiedzi i konkretne propozycje. A wspólny bilet? W obrębie metropolii i tak będzie naturalną koniecznością.

 

Prezydent Gdyni o ustawie o metropoliach

[04.04.2007]

 

Nie jestem przeciwnikiem ustawy o metropoliach, natomiast moim zdaniem bez woli współpracy to nie będzie cudowny środek, dzięki któremu te metropolie powstaną - uważa Wojciech Szczurek, prezydent Gdyni i doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego do spraw samorządów.

Trwa dyskusja o przygotowywanej przez rząd ustawie o metropoliach. W poniedziałek na jej temat debatowali na Uniwersytecie Gdańskim m.in. prezydenci Trójmiasta, wicemarszałek Senatu Maciej Płażyński i wiceminister kultury Jarosław Sellin. Wojciech Szczurek w trakcie debaty był sceptyczny wobec ustawy.

- Jest pan przeciwnikiem ustawy o metropoliach?

- Nie jestem. Ale jeżeli dziś godzimy się, że metropolia to tworzenie pozytywnych więzi między gminami w oparciu o ich chęć współpracy to już dziś są do tego podstawy prawne.

- To dlaczego jest pan wobec projektowanej ustawy sceptyczny?

- Bo mam wrażenie, że to jest takie oczekiwanie na cud. Powstanie prawo i powstaną metropolie. Tymczasem tu kluczowa jest wola współpracy. Zresztą nie do końca jest dla mnie dziś jasne co ma nam dać taka ustawa.

- A co powinna dawać, jeśli zostałaby przygotowana?

- Taka ustawa na pewno byłaby pomocna, gdyby dawała metropoliom dodatkowe kompetencje (kosztem państwa) i środki na ich realizację. Tworzyła reguły wyznaczania granic metropolii. Rozwijała paletę form współpracy między „składowymi“ metropolii. Podnosiła wątek relacji między metropolią i pozostałą częścią regionu, na terenie którego by funkcjonowała. Moim zdaniem, ciągle jednak powinniśmy pamiętać, że prawo może być przydatnym narzędziem do realizacji projektu metropolii, a nie cudownym panaceum na ich powstanie.

 

Ministerstwa zaakceptowały pomysł autostrady morskiej

 [04.04.2007]

 

Ministerstwo Gospodarki Morskiej i jego odpowiednik w Szwecji Swedish Maritime Administration zaakceptowały w środę projekt utworzenia autostrady morskiej między Gdynią a Karlskroną. Teraz oba ministerstwa wystąpią ze wspólnym projektem w tej sprawie do Unii Europejskiej.

- Powstanie autostrady morskiej oznacza, że od 2010 roku między Gdynią a Karlskroną będzie pływało więcej promów osobowych, samochodowych i kolejowych - informuje Krzysztof Gromadowski, dyrektor ds. planowania i rozwoju Portu Gdynia. - Ale nie tylko. W ramach tej inwestycji wybudowany zostanie nowy terminal kontenerowy w Gdyni wraz z połączeniami komunikacyjnymi. Powstanie on przy nabrzeżach polskim i fińskim w porcie Gdynia i będzie miał 8 ha powierzchni. Możliwe tam będzie przeładowywanie naczep samochodowych na platformy kolejowe. Na terenie terminalu wybudowana zostanie sala konferencyjna i zaplecze gastronomiczne. W przyszłości planowana jest też budowa dworca morskiego z prawdziwego zdarzenia do obsługi promów pasażerskich. Koszt tej inwestycji to 68 mln euro. Nie bez znaczenia dla funkcjonowania autostrady morskiej jest też rozbudowa sieci dróg i linii kolejowych. Szwedzi w ramach powstania autostrady morskiej zobowiązali się do rozbudowy terminalu promowego w Karlskronie, utworzenia centrum logistycznego w Alvesta oraz modernizacji linii kolejowej na trasie Karlskrona-Goeteborg. Nadanie portom wraz zapleczem statusu autostrady morskiej umożliwia starania o dodatkowe fundusze od Unii Europejskie na rozwój firm.

Do 2010 roku mają powstać w Europie cztery autostrady morskie: na Morzu Śródziemnym, Morzu Północnym, pomiędzy półwyspem Iberyjskim i Europą zachodnią oraz w na Morzu Bałtyckim.